Aszkieł Show!!! [Parasol III Wrocław – Piast Żerniki]

Kiedy pisze się, że najlepszym zawodnikiem meczu został bramkarz, przeważnie oznacza to, że któryś z golkiperów zachował czyste konto, bronił heroicznie, doprowadził do niespodzianki swoimi brakarskimi umiejętnościami.

Dziś jednak ta reguła wzięła w łeb przy ul. Kosmonautów w meczu XIII kolejki ligowej pomiędzy trampkarzami Parasola III, a Piasta Żerniki. Nie jest niespodzianką, że mając dwóch, tak doskonałych bramkarzy, którzy jednocześnie świetnie radzą sobie w polu, trener Piątkowski ustanowił w całej rundzie sprawiedliwy podział. Raz jeden broni, drugi atakuje, raz odwrotnie. Zarówno Wojtek Aszkiełowicz, jak i Filip Łazarewicz strzelili już w bieżącej rundzie mnóstwo bramek. To, czego jednak dokonał Aszkiełowicz w dniu dzisiejszym przejdzie do historii. Tym bardziej, że trzy punkty w meczu z Parasolem Wrocław przedłużały nadzieje Piastowców na mistrzostwo ligi.

Mecz przedostatniej kolejki rozpoczął się od chaotycznej gry z obu stron. Bardzo nierówna murawa sprawiała, że piła rządziła poczynaniami piłkarzy bardziej, niż oni sami tego by sobie życzyli. Z chaosu pierwsi otrząsnęli się zawodnicy Piasta. Dominacja fizyczna w środkowej strefie boiska sprawiła, że od 15 minuty gra toczyła się głównie na połowie Parasola. Próby nieśmiałych ataków gospodarzy rozbijane były z łatwością przez po raz kolejny świetnie dysponowaną defensywę żółto-czarnych. Znów klasą sam dla siebie okazał się Marcin Szymkowiak, a Bartek Konfederat, który tym razem nie zmagał się już z bólem lędźwi dzielnie mu asekurował. Świetnie na bokach radzili sobie również Alex Siłaczuk i Kordian Rachwalik. Szczególnie postawa tego ostatniego cieszy, bowiem, jak wiadomo, bok obrony to nie jest jego wymarzona pozycja. Podczas nieobecności Szymona Blachy Kordian „załatał” jednak lewą stronę tak szczelnie, że w całym spotkaniu jego flanką gospodarze skutecznie nie przedarli się ani razu. Należy też wyróżnić Mateusza Ślepeckiego, który skutecznie potrafił zabezpieczyć nie tylko flanki, ale także środek pola drużynie Piasta.

W przodzie szalał natomiast Aszkiełowicz. Tego dnia Wojsa, Woźniak, Solnica, czy Widawski występowali w roli dogrywających, jednak to nominalny bramkarz Piasta szarpał i absorbował obrońców Parasola najbardziej. W 21 minucie po wspaniałym prostopadłym podaniu Daniela Wojsy Aszkiełowicz posłał piłkę do bramki gospodarzy, jednak w momencie podanie znajdował się na minimalnym spalonym i bramka nie została przez sędziego uznana. W międzyczasie żółto-czarni stworzyli sobie kilka innych dogodnych do zdobycia bramki okazji, jednak za każdym razem brakowało nieco precyzji.

Gospodarze bronili się dzielnie i do przerwy wynik pozostał nierozstrzygnięty.

Na drugą połowę zawodnicy Piasta wyszli jeszcze bardziej zmotywowani. Od pierwszej minuty drugiej części meczu zaznaczyła się już ogromna przewaga żółto-czarnych. Parasol miał poważne problemy z przekroczeniem połowy boiska. Piłka jak bumerang wracała pod bramę gospodarzy, a nieuniknione nastąpiło w 51 minucie.

Kordian Rachwalik wrzucił nieco przypadkowo piłkę w pole karne Parasola, a Aszkiełowicz wykorzystał zawahanie bramkarza Parasola i głową otworzył wynik spotkania.

Nie minęło kolejnych pić minut, a bramkarz Piasta miał na swoim koncie już dublet. W sporym zamieszaniu podbramkowym Aszkiełowicz zachował zimną krew i włożył piłkę przysłowiowo „pod ladę” swojemu wis-a-wis.

W 60 minucie bohater dzisiejszego spotkania powinien ustrzelić dublet, jednak przestrzelił z najbliższej odległości. Chwilę później otrzymał zmianę i trzeba przyznać, że od tej chwili Parasol odepchnął nieco grę od swojego pola karnego.

Dwukrotnie to Filip Łazarewicz wystąpił w roli ojca sukcesu i pewnymi interwencjami zażegnał niebezpieczeństwo po strzałach napastników Parasola. W 62 minucie gospodarze byli najbliżej zdobycia choćby honorowej bramki. Po jedynym błędzie Kordiana Rachwalika zawodnik Parasola doszedł do strzału, po którym piłka uderzyła w poprzeczkę, linię bramową i wyleciała w pole.

To był sygnał, że na boisko wrócić musi Aszkiełowicz. Defensywni pomocnicy Grześ i Sułkowski wzięli również sprawy w swoje ręce i do końca spotkania Parasolowcy już ani razu nie zagrozili bramce Łazarewicza. Piast za to dominował w ataku. Świetnie do gry wprowadził się Mateusz Solnica, po którego strzałach z niemałym trudem interweniował bramkarz gospodarzy. W 75 minucie golkiper Parasola był już jednak bezradny.

Po raz kolejny linię defensywy Parasola przełamał Aszkiełowicz i mocnym strzałem zdobył swojego pierwszego klasycznego hat-tricka ustalając tym samym wynik spotkania na 0:3.

Bramek mogło paść w dniu dzisiejszym jednak więcej. Po utracie trzeciego gola gospodarzom zupełnie odechciało się grać w piłkę, Skuteczność trampkarzy z Żernik pozostawiała jednak wiele do życzenia.

Piast pokonał więc przedostatnia przeszkodę zdecydowanie i czeka na ostatni mecz w rundzie. W sobotę na Osiniecką przyjedzie drużyna Olympic Wrocław. Nie podajemy cyfry kończącej nazwę zespołu celowo, ponieważ różne głosy dochodzą z obozu rywali. Z pewnością będzie to mecz, w którym obie drużyny będą chciały wiele sobie nawzajem udowodnić. Piast w przypadku wygranej, zachowa szansę na mistrzostwo ligi. Wynik zespołu już dziś należy uznać za wyśmienity. Ambicji, zaangażowania i umiejętności chłopakom z Osinieckiej nie brakuje. Cieszy ścieżka rozwoju. Emocje natomiast, których dostarczają kibicom/rodzicom są bezcenne. Miejmy nadzieję, że i w najbliższą sobotę emocji tych nie zabraknie. Pierwszy gwizdek w ostatnim pojedynku ligowym rundy jesiennej sezonu 2020/2021 już o godz. 11.00.