Lider nie straszny [Piast Żerniki – Bielawianka Bielawa]

12 września podczas meczu VIII kolejki IV ligi dolnośląskiej wrocławscy kibice mogli zobaczyć na Osinieckiej poczynania aktualnego lidera i kandydata do awansu do III ligi zespół Bielawianki Bielawa. Trener Tęsiorowski miał przed spotkaniem niemały zgryz. Z zespołu wypadli bowiem dwaj najbardziej kreatywni zawodnicy. Za nadmiar żółtych kartek pauzować musiał Mateusz Magusiak, a Maciej Kowalczyk wciąż zmaga się z urazem pleców. Ambitny weteran polskich boisk stawił się jednak dzisiaj na Osinieckiej i oddał do dyspozycji trenera. Nie mógł tego jednak zrobić Miłosz Taranek. Z powodu urazu pauzować musiał również Węglewski, a z powodów zawodowych po raz kolejny z udziału w spotkaniu ligowym okazał się Michał Babiec. Do drużyny nie dołączyli również jeszcze Krzysztof Ostrowski oraz Senegalczyk Leon Keita.

Mimo tych osłabień żółto-czarni ambitnie stawili czoła wyżej wymienionym rywalom z Bielawy. Goście od początku spotkania uzyskali przewagę i poprzez atak pozycyjny próbowali przejąć kontrolę nad spotkaniem. Piłkarze Tęsiorowskiego skupili się na szczelnej obronie posyłając w bój ofensywny przeważnie jedynie dwóch swoich młodziutkich zawodników – Osieckiego i Mojkę. Wychowankowie Śląska Wrocław kilkukrotnie napędzili stracha bielawskiej defensywie, jednak piłka ani razu nie wpadła do bramki strzeżonej przez Michalskiego.

Z drugiej strony ataki lidera były dużo bardzie konkretne. Bartłomiej Guździoł kilkukrotnie musiał popisać się najwyższym kunsztem bramkarskim, aby uchronić swój zespół przed utratą bramki.

Do przerwy obaj bramkarze okazali się jednak niepokonani i na przerwę drużyny schodziły przy bezbramkowym remisie.

W drugiej części meczu spotkanie otworzyło się. Obie ekipy postanowiły zaatakować i powalczyć o komplet punktów. W 61 minucie spotkania w odległości 25 metrów od bramki Michalskiego faulowany był wpuszczony na boisko w przerwie meczu Maciej Kowalczyk. Mojka z Barańskim sprytnie rozegrali rzut wolny, po którym piłka trafiła wprost na głowę wysokiego Bartosza Bicza. Wychowanek Komety Krzelów nie zastanawiając się długo w swoim stylu wpakował futbolówkę do siatki obok bezradnie interweniującego bramkarza z Bielawy.

Radość kibiców Piasta nie trwała jednak długo. Trzy minuty po zdobytym golu w bliźniaczej sytuacji padło wyrównanie. Tym razem to Paweł Słonecki głową wykorzystał dokładne dośrodkowanie Bońkowskiego i przy Osinieckiej mieliśmy remis.

Końcówka spotkania to coraz groźniejsze ataki Bielawianki. Guździoł znów dwukrotnie niesamowitymi interwencjami doprowadził do łez napastników gości. Wynik jednak do ostatniego gwizdka nie uległ już zmianie i Piast zatrzymał rozpędzonego lidera remisując z nim 1:1. Był to już siódmy kolejny mecz żółto-czarnych bez porażki. Piast może poszczycić się najlepszą defensywą w lidze. Widać wyraźnie rękę trenera Waldemara Tęsiorowskiego, który przecież słynął z żelaznej dyscypliny właśnie w formacji obronnej.

Za tydzień Piast jedzie na kolejny, bardzo trudny mecz do Marcinkowic. Spotkania z Sokołem zawsze budzą duże emocje. Dość wspomnieć, że w dwóch czwartoligowych domowych bojach Sokoła z Piastem padło aż… 18 bramek, z czego żółto-czarni zdobyli ich aż 12. Czy i tym razem w Marcinkowicach dojdzie do strzelaniny? Wszystkich ciekawych zapraszamy już w najbliższą sobotę na godz. 11.00 na obiekt Sokoła. Bądźcie tam z nami! Hej Piast!!!