Bezlitośni dla outsiderów...

Ktoś mógłby zarzucić autorowi niniejszego tekstu, że kiedy drużyna przegrywa, pióro milczy. Kiedy jest wygrana, na stronie pojawia się opis zwycięstwa. Autor długo zastanawiał się, co odpowiedzieć na taki zarzut, do głowy przyszła mu jednak tylko jedna odpowiedź. Tak. Zgadza się. Tak właśnie jest. Ale tylko ostatnio. I jest to przypadkiem.
Nawiązując do meczu w Mirkowie przegranym przez Wrocławian 2:3, należy podkreślić, że pomimo fatalnej aury kibice zgromadzeni na trybunach stadionu GKS przeżyli bardzo efektowne 90 minut solidnego pojedynku dwóch wyrównanych czwarto ligowych drużyn. Gospodarze okazali się o jedną bramkę lepsi, jednak brawa należą się piłkarzom obu zespołów ponieważ mecz stał na bardzo wysokim poziomie. GKS dwa razy wychodził na prowadzenie jednak najpierw Antonio, a potem Łuczkiewicz doprowadzali do remisu, Ostatecznie Jarczak zapewnił swojemu zespołowi trzy punkty jednak młodzi piłkarze Piasta nie muszą wstydzić się sobotniego występu.
Na spotkanie XXVI kolejki z pogodzoną już ze spadkiem ekipą Zjednoczonych Żarów, Piast jechał natomiast w zaledwie dwunastoosobowym składzie. Poza pierwszą jedenastkę na ławce rezerwowych zasiadł jedyny zdrowy piłkarz Piasta, Bartek Guździoł, który chyba nigdy jeszcze nie znalazł się w takiej sytuacji, żeby na tym poziomie zakładać trykot zawodnika z pola. Obok Guździoła, ciepło na ławce Piasta utrzymywali jedynie członkowie sztabu szkoleniowego, trener Marek Kowalczyk, kierownik zespołu Karol Iwanek i członek zarządu Marcin Krempowicz. Koszulki Piasta założyli jednak jeszcze kontuzjowani Piotr Tylka i Miłosz Taranek, którzy mieli z założenia pełnić jedynie rolę „straszaków”.
W podstawowym składzie drużyny z Osinieckiej mieliśmy natomiast debiuty, powroty i niespodzianki.
Na bramce wreszcie swoją szansę dostał Mateusz Pitek i trzeba przyznać, że młody golkiper Piasta „nie pękł” i wykorzystał możliwość debiutu znakomicie. W obronie w obliczu nieobecności Nowickiego trener Kowalczyk zdecydował się na takie samo ustawienie, jak przed kilkoma dniami w Mirkowie. Dostępu do bramki młodego Pitka bronić mieli Głęboki, Łuczkiewicz i Bicz.
Druga linię od lewej strony stanowili powracający po kontuzji Makar, oraz Myka, Pikulicki i Czerwiński. Za zdobywanie bramek trener Wrocławian odpowiedzialnych uczynił Telatyńskiego, Kowalczyka i Antonio Autonell Molla.
Od samego początku spotkania to Wrocławianie byli stroną dominującą. Bardzo aktywni w ataku okazali się Kowalczyk z Antonio, a najlepszy swój występ w bieżącym roku zaliczał skrzydłowy tego dnia Mateusz Czerwiński. To właśnie prawa stroną, na której dominował Czerwiński sunęły od pierwszych minut ataki Piasta. Trzeba jednak przyznać, że i na lewej flance powracający po dłuższej kontuzji Konrad Makar rozegrał bardzo poprawne zawody.
Po kilku niewykorzystanych sytuacjach w pierwszym kwadransie gry nastąpiła 16 minuta, w której dwóch zawodników Piasta wybiegło z piłką naprzeciwko bramkarza gospodarzy. Niestety Maciej Kowalczyk dogrywając futbolówkę do pustej bramki hiszpańskiemu koledze nie dostrzegł, że ten znalazł się już w momencie podania na pozycji spalonej.
W chwilę później dwukrotnie groźnie zaatakował Mateusz Czerwiński. W obu jednak przypadkach bramkarz Zjednoczonych nie dał się zaskoczyć i bronił mocne strzały młodego napastnika Piasta.
Mijały kolejne minuty. Zjednoczeni jedyne zagrożenie stanowili za sprawą szybkiego skrzydłowego jednak defensywa mądrze sterowana przez Łuczkiewicza, ani razu nie pozwoliła gospodarzom na stworzenie dogodnej sytuacji do zdobycia bramki.
Piast natomiast stwarzał kolejne sytuacje. Swojego dnia nie miał niestety Antonio. Zawodnik, który zdobył na wiosnę siedem bramek tym razem nie mógł się wstrzelić w bramkę rywali. Piast przeważał, Piast stwarzał sytuacje, ale wynik wciąż pozostawał bez zmian.
W końcu sędzia z Legnicy gwizdnął po raz ostatni w pierwszej części meczu i zaprosił piłkarzy obu zespołów na przerwę. Trener Kowalczyk nie mając zbyt wielkiego pola manewru nie wymienił w przerwie meczu żadnego zawodnika. Zmieniał natomiast nieustannie ustawienia na boisku. Jeszcze podczas pierwszej połowy spotkania Mateusza Czerwińskiego kibice raz widzieli na skrzydle, raz w szpicy. Antonio wędrował wtedy w przeciwnym kierunku. Jeszcze więcej zmian pozycji doświadczył Telatyński, który grał raz w ataku, raz w pomocy, a raz na skrzydle.
Rotacja zawodników Piasta wprowadzała wiele zamieszania w szeregach Zjednoczonych i w końcu w 55 minucie meczu Piast wyszedł na prowadzenie. Po składnej akcji całego zespołu w sytuacji sam na sam znalazł się Czerwiński. Strzał napastnika Piasta obronił jeszcze bramkarz Zjednoczonych, jednak wobec dobitni Łuczkiewicza okazał się on bezradny. To już druga z rzędu bramka stopera Piasta, dla którego instynkt strzelecki od najmłodszych lat był chlebem powszednim.
Otwarcie wyniku przez Piast okazało się jednocześnie sztyletem w serce motywacji gospodarzy. Przez następne pół godziny Piast zupełnie zdominował środek pola. Wspaniałe zawody rozgrywał doświadczony kapitan zespołu z Osinieckiej Kuba Myka. Dzięki niemu, Maćkowi Kowalczykowi, ale i pozostałym zawodnikom Piasta, Wrocławianie bardzo długo utrzymywali się przy piłce. Przyjemnie patrzyło się wtedy na grę żółto-czarnych.
Wrocławianie stwarzali sobie kolejne dogodne sytuacje do strzelenia gola nie pozwalając jednocześnie gospodarzom na zagrożenie pod bramką Pitka. Niemoc gospodarzy spowodowała u nich frustrację, która przełożyła się na kilka agresywnych zagrań. Goście nie pozostali im dłużni i gra w końcówce meczu bardzo się zaostrzyła. Z powodu kontuzji boisko opuścić musiał Robert Pikulicki. Wcześniej trener Kowalczyk zdecydował się również na zmianę Czerwińskiego, a kiedy kontuzjowanych zastąpili inni kontuzjowali, na boisku pojawił się Bartłomiej Guździoł. Sympatyczny bramkarz Piasta zastąpił na lewej flance Konrada Makara i jest to debiut tego zawodnika na poziomie IV ligi w charakterze skrzydłowego.
W międzyczasie losy spotkania zostały jednak definitywnie rozstrzygnięte. Po kolejnej składnej akcji Piasta do piłki dopadł Miłosz Taranek i inteligentnym strzałem z długi róg bramki gospodarzy zakończył emocje w meczu XXVI kolejki w Żarowie.
Co prawda w samej końcówce niesieni dopingiem kibiców Żarowianie stworzyli kilka sytuacji dogodnych do strzelenia bramki jednak wtedy swoją klasę pokazał młody golkiper Piasta. Mateusz Pitek trzykrotnie wygrał pojedynek z napastnikami gospodarzy i mocno przyczynił się do dziesiątej wygranej Piasta w sezonie.
Mimo iż sędzia przedłużył spotkanie o ponad osiem minut wynik meczu nie uległ już zmianie i Piast pogrążył ostatecznie Zjednoczonych Żarów, którzy powrócą od sierpnia zmagań w klasie okręgowej.
Ostatnie cztery mecze Piasta wyglądają bardzo ciekawie. Mimo zmiennych wyników podopiecznych Marka Kowalczyka gra zespołu z każdym kolejnym tygodniem coraz bardziej napawa optymizmem. W boiskowych poczynaniach drużyny widać wyraźnie rękę trenera. Wydaje się, że Piast dojrzewa z meczu na mecz. Młodzi piłkarze z Osinieckiej zaprezentowali się w Żarowie jako zdecydowanie bardziej dojrzalszy zespół niż Zjednoczeni, a przecież w szeregach Piasta poza Maćkiem Kowalczykiem próżno szukać piłkarza, który przekroczył trzydziesty rok życia.
Przed zespołem z Żernik cztery ostatnie spotkania ligowe. Wszystkie z bardzo wymagającymi rywalami. Tak się złożyło, że ostatnie mecze Piast rozegra z drużynami z miejsc 2-5. To świetne doświadczenie dla młodzieży z Żernik przed kolejnym sezonem. Tym bardziej, że do ostatnich meczów piłkarze Kowalczyka mogą podejść z chłodną głową już raczej pewni utrzymania się na kolejny, trzeci sezon w IV lidze.
Na najbliższy mecz z Orłem Prusice zapraszamy serdecznie już dziś. Spotkanie z czwartą ekipą ligi odbędzie się na Żernikach, przy ul. Osinieckiej 9, w sobotę 18.05 o godz. 17.00!
Bądźcie wtedy z nami! Hej Piast!!!