Czerwona sobota

Historia spotkań Piasta Żerniki z Unią Bardo to historia zwycięstw gospodarzy. Unia wygrała wszystko z Piastem w Bardzie, a wrocławianie bili Unię u siebie. Nielicznie zgromadzeni w ulewne popołudnie na trybunach Osinieckiej kibice liczyli, że passa ta zostanie, przynajmniej na razie, podtrzymana, a żółto-czarni uporają się z doświadczoną drużyną Tomasza Zielińskiego.
Niestety mecz rozpoczął się fatalnie dla Wrocławian. Kiedy na samym początku spotkania tuż przed polem karnym Artur Łuczkiewicz sfaulował napastnika gości arbiter główny z jeleniej Góry sięgną jeszcze po „żółtko”. Kiedy jednak w szóstej minucie podobnego przewinienia dopuścił się Taranek, sędzia sięgnął już po czerwoną kartkę i wyrzucił obrońcę Piasta z boiska. Można dyskutować o słuszności decyzji sędziego. Napastnik Unii rzeczywiście znalazł się bliżej Sadysia od Taranka, jednak piłka wydawała się zbyt silna i wylądowała i tak w rękach bramkarza z Żernik. Fakt jednak pozostał faktem, przez prawie 90 dalszych minut Wrocławianie musieli grać w osłabieniu.
Sytuacja z szóstej minuty ustawiła mecz, przynajmniej w pierwszej połowie. Piast cofnął się i ograniczył do szybkich kontrataków. Piłkarze Unii operowali długo piłką w środku pola jednak nie potrafili złamać mądrze dowodzonej przez Łuczkiewicza linii obrony.
W 18 minucie gospodarze wyprowadzili zabójczą kontrę. Jakub Telatyński prostopadłym podaniem uruchomił Antonio Autonell Molla, a hiszpański snajper na raty pokonał bramkarza Unii. To kolejny gol utalentowanego napastnika w bieżącym sezonie.
Stracona bramka podrażniła piłkarzy z Barda. Zaatakowali jeszcze mocniej. Dwukrotnie bliscy byli pokonania Sadysia. Najbliżej w 31 minucie, kiedy to bramkarza Piasta wyręczył Łuczkiewicz wybijając piłkę z pustej bramki. W 42 minucie goście przeprowadzili jednak wzorową akcję prawym skrzydłem, po której golkiper Piasta okazał się bezradny. 1:1.
Na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku remisowym. Niestety w samej końcówce pierwszej połowy w starciu z obrońcą Barda ucierpiał strzelec bramki dla Piasta Antonio i w drugiej połowie kibice nie zobaczyli go już na murawie. W szatni pozostał także drugi współautor bramki dla Piasta Jakub Teatyński, a w miejsce obu piłkarzy na boisku zameldowali się Mikuś i Makar. Zmiany te wydawać by się mogły na wskroś defensywne, jednak zmiana ustawienia spowodowała, że Piast przesunął grę na połowę rywala.
Na szpicy wiele zamieszania w szeregach Unii gwarantował powracający do wysokiej formy Mikołaj Kotfas. Dzielnie sekundowali mu Tylka i Jhon Lee. Ofiarna gra podopiecznych Kowalczyka spowodowała, że piłkarze z Osinieckiej zaczęli stwarzać sytuacje podbramkowe. W 65 minucie Mikołaj Kotfas w swoim stylu zbiegł z piłką do środka wzdłuż szesnastki i huknął na bramkę Unii. Młody wychowanek Nysy Kłodzko w identyczny sposób strzelił bramkę trzy dni wcześniej w meczu pucharowym przeciwko Sokołowi Wielka Lipa. Tym razem jednak piłka po jego strzale minęła poprzeczkę bramki Unii.
W 69 minucie meczu Kotfas bardzo szybko wbiegł w linię obrony Unii. Dwaj obrońcy nie mogąc go dogonić wzięli go w kleszcze, a jeden wręcz zabiegł wychodzącemu sam na sam napastnikowi drogę. Gdyby arbiter główny był konsekwentny stan liczebny obu zespołów wyrównałby się. Niestety ów konsekwencji zabrakło, a gospodarze nie doczekali się nawet gwizdka oznaczającego przewinienie na Mikołaju Kotfasie. To jednak nie był koniec kontrowersyjnych decyzji arbitra na Osinieckiej. Znamienne jest to, że wszystkie ona krzywdziły gospodarzy. Zanim jednak rozpoczął się festiwal niepodyktowanych rzutów karnych na Osinieckiej padła bramka.
W 71 minucie na strzał dystansu zdecydował się jeden z pomocników gości, a mocno uderzona piłka trącając jednego z obrońców Piasta zmyliła całkowicie Sadysia i zatrzepotała w siatce gospodarzy. 1:2.
Ostatni kwadrans to oblężenie bramki Unii. Mimo gry w osłabieniu Piast całą dziewiątką oblegał pole karne gości. Trener Marek Kowalczyk zagrał va bank ściągając Nowickiego i Pikulickiego. Na placu gry pojawili się Maciej Kowalczyk i Adrian Barański i trzeba przyznać, że zmiany te jeszcze bardziej wpłynęły na obraz gry. Piast stwarzał sytuacje, a przynajmniej dwukrotnie sędzia powinien podyktować rzut karny dla żółto – czarnych. Najgoręcej zrobiło się w 86 minucie gdy Maciej Kowalczyk próbował w polu karnym zgrać piłkę do środka, a ta trafiła w rękę internującego wślizgiem obrońcę. Według interpretacji arbitra zawodnik gości nie miał szans uciec z ręką, gdyż… jechał na wślizgu i podpierał się ów feralną kończyną… Tłumaczenie bardzo oryginalne. Karny nie został podyktowany, a Unia przetrwała napór gospodarzy i wywiozła z Osinieckiej komplet oczek.
Piłkarzom Piasta należą się mimo przegranej słowa uznania. Przez praktycznie cały mecz grając w osłabieniu potrafili przeciwstawić się, bądź co bądź, bardzo wymagającemu rywalowi. Na pocieszenie kibicom z Osinieckiej pozostał fakt, że pogubiły punkty również inne drużyny z czołówki. Sokół z Marcinkowic przegrał niespodziewanie w Trzebnicy 1:3, a Piast Nowa Ruda zremisował z Wiwą Goszcz 1:1. Potknięcia zespołów z czołówki wykorzystał najbliższy rywal Piasta Sokół Wielka Lipa, który bez problemów wygrał w Pieszycach z Pogonią 3:0. Jutro swój mecz z Bielawianką rozegra lider Polonia Stal Świdnica.