Falstart i Odrodzenie

Od kiedy Śląsk II Wrocław awansował do III ligi, a Górnik Wałbrzych się rozpadł wszyscy eksperci dolnośląskiej piłki nożnej są zgodni, że w obecnym sezonie wschodnia grupa IV ligi dolnośląskiej będzie nadzwyczaj wyrównana. Dwie pierwsze kolejki wydają się potwierdzać tą tezę. Wystarczy spojrzeć na pojedynki Piasta Żerniki, żeby nie mieć co do tego wątpliwości. Zacznijmy jednak od inauguracji.
15 sierpnia 2019 r. na trybunach stadionu przy ul. Osinieckiej 9 zgromadził się niemal komplet publiczności. I nawet fakt wakacyjnego długiego weekendu nie przeszkodził licznej grupie kibiców we wzorowym dopingowaniu swoich pupili. Trzeba przyznać, że również z Nowej Rudy przyjechało na mecz sporo kibiców.
Na premierową potyczkę ze swoim imiennikiem zespół Piasta wybiegł w następującym ustawieniu. W bramce rozpoczął zawody Mateusz Pitek. W linii defensywnej Łuczkiewicza wspierali na bokach Głęboki i Nowicki. W środkowej linii pomocy kibice zobaczyli Mikusia, Pikulickiego i Telatyńskiego, a na skrzydłach Szewczyka i Taranka. A ataku trener Kowalczyk postawił na doświadczonego Kowalczyka oraz debiutującego w zespole Piasta Mikołaja Kotfasa.
Na ławce rezerwowych pozostało więc kilku nowych zawodników oraz najlepszy strzelec Piasta z ubiegłego sezonu Antonio, a także doświadczeni Piotr Tylka i Konrad Makar.
Inauguracyjny mecz nie rozpoczął się tak, jakby chcieli tego kibice. Przez pierwszy kwadrans to Piast Nowa Ruda był zespołem lepszym. Gospodarze wyglądali na lekko spiętych i oddali inicjatywę gościom. Noworudzianie nie wykorzystali jednak tej przewagi oddając zaledwie dwa niegroźne strzały, z którymi Pitek nie miał najmniejszych problemów.
Z biegiem czasu gra wyrównała się i przesunęła w okolice środkowej strefy boiska. Oba zespoły wyraźnie bały się odważniej zaatakować. W 39 minucie Piast jednak zadał cios. Mikołaj Kotfas pokonał Gasińskiego, jednak arbiter boczny dopatrzył się w tej sytuacji pozycji spalonej młodego wychowanka Nysy Kłodzko. Gospodarze nie objęli więc prowadzenia, za to zrobili to goście.
W 42 minucie w sytuacji sam na sam z Pitkiem znalazł się najlepszy strzelec Nowej Rudy z poprzedniego sezonu Bartosz Chabrowski i płaskim strzałem otworzył wynik spotkania. Wrocławianie nieco zaskoczeni bramką Noworudzian do końca pierwszej połowy nie potrafili już zmienić niekorzystnego wyniku.
Po przerwie na boisko wybiegła bardzo zmobilizowana ekipa żółto-czarnych. Trener Kowalczyk zdecydował się na dwie zmiany. Damiana Głębokiego zastąpił Konrad Makar, a w miejsce Kuby Mikusia do boju desygnowany został Nataniel Wybraniec. Trzeba podkreślić, że dla utalentowanego wychowanka Odry Wodzisław był to debiut w seniorskiej piłce nożnej.
Goście zadowoleni z prowadzenia cofnęli się na własna połowę, a Piast próbował konstruować akcje pozycyjne. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 49 minucie Mikołaj Kotfas zachował zimną krew i doprowadził do wyrównania.
Po zdobytej bramce gospodarze jeszcze bardziej przycisnęli, jednak nadziali się na kontrę przyjezdnych. Trzy minuty po wyrównującej bramce Kotfasa defensywa Piasta popełniła błąd, po którym Poświstajło zdobył swoją premierową na boiskach IV ligi bramkę. Warto zwrócić uwagę, na tego zawodnika. W ubiegłym sezonie napastnik Piasta Nowa Ruda został królem strzelców wałbrzyskiej okręgówki. W tym strzela juz na IV poziomie.
W 60 minucie trener Marek Kowalczyk zdecydował się na podwójną ofensywną zmianę. Boisko opuścili Kowalczyk i Telatyński, a kibice zobaczyli na murawie dwóch obcokrajowców, Hiszpana Antonio, i Brazylijczyka Jhona. Chwilę później na boisku pojawił się jeszcze ofensywnie usposobiony Piotr Tylka, a także Konrad Makar. Trzeba przyznać, że te ruchy spowodowały, że akcje gospodarzy stawały się z każdą minutą coraz groźniejsze. Przez ostatnie pół godziny Piast stworzył sobie cztery stuprocentowe sytuacje, które powinien zakończyć bramką. Gdyby nie niesamowite wręcz interwencje Gasińskiego trzy punkty z pewnością zostałyby we Wrocławiu. W 81 minucie bramkę strzelił nawet Jhon Lee, ale chorągiewką arbitra bocznego po raz kolejny powędrowała w górę. Trzeba stanowczo podkreślić, że decyzje obu bocznych arbitrów były mocno kontrowersyjne.
Nie zmienia to jednak faktu że noworudzki Piast bronił się bardzo mądrze, a kontry wyprowadzone przez Deiversona i Poświstajło siały coraz więcej zamieszania w polu karnym Pitka.
Decydująca o losach meczu okazała się 90 minuta, kiedy to goście przeprowadzili wzorową kontrę. Poświstajło urwał się Makarowi, minął Pitka i ku rozpaczy wrocławskiej publiczności zdobył swoją drugą bramkę w meczu.
Gospodarze, mimo kilku doliczonych minut, nie potrafili się już podnieść i trzy punkty pojechały do Nowej Rudy.
Zapewne ani piłkarze Piasta, ani trener, ani przede wszystkim kibice wrocławskiego zespołu nie spodziewali się takiego rozstrzygnięcia na początek sezonu. Drugi mecz, wyjazd do Lechii Dzierżoniów oceniany był bowiem jako o wiele trudniejszy. Powstało więc pytanie, jak zareaguje zespół Kowalczyka po niespodziewanej porażce na inaugurację.
W sobotę rano coach Wrocławian przeprowadził z zespołem trening, który obok pracy fizycznej, miał na celu poprawić mentalną część całego organizmu. Szybko się jednak okazało, że ambitnych piłkarzy Piasta stać na dużo więcej, czym doprowadzili do rozpaczy kibiców zgromadzonych na trybunach dzierżoniowskiego stadionu już w niedzielę.
W wyjściowej jedenastce Piasta na mecz II kolejki ze spadkowiczem z III ligi zobaczyliśmy aż cztery zmiany. W bramce Pitka zastąpił Sadyś. W obronie Głębokiego Mikuś. W pomocy zaś wybiegli tym razem Jhon Lee, Nataniel Wybraniec i Piotr Tylka, a Michał Szewczyk i Maciej Kowalczyk rozpoczęli spotkanie na ławce rezerwowych. Trzeba przyznać, że trener Kowalczyk ma ogromny komfort jeżeli chodzi o wybór do gry zawodników na każdej niemal pozycji.
Tym razem jednak Mistrz Europy do lat 16 zdecydował się na wariant defensywny ustawiając zespół tak, aby szybkimi kontrami zaskoczyć faworyzowanego rywala.
I rzeczywiście, od pierwszych minut Lechia posiadała optyczną przewagę, ale to Piast stwarzał groźniejsze sytuacje pod bramką gospodarzy. W 5 minucie wrocławianie powinni prowadzić. Talatyński znalazł się w idealnej sytuacji jednak jego strzał okazał się zbyt lekki, aby pokonać bramkarza Lechii. Trzy minuty później Piast już jednak prowadził. Po przepięknej akcji Pikulickiego i Telatyńskiego w sytuacji sam na sam znalazł się Kotfas. Młody napastnik nie miał problemów z pokonaniem golkipera gospodarzy i w stylu Messiego podcinką otworzył wynik spotkania.
Na trybunach zapanowała konsternacja. Dało się wyczuć, że kibice raczej szykowali się na łatwe zwycięstwo swoich pupili. Piast jednak grał konsekwentnie. Lechia w ciągu pierwszych 45 minut stworzyła sobie zaledwie jedną stuprocentową sytuację, po której napastnik gospodarzy stanął oko w oko z Sadysiem. Na szczęście golkiper pozyskany przed sezonem z AKS Strzegom stanął na wysokości zadania i wspaniałą interwencją zapobiegł utracie bramki.
Kontrataki Piasta były jednak groźniejsze. Mikołaj Kotfas siał zamieszanie w szeregach obronnych Lechii. Dzielnie mu sekundowali skrzydłowi Tylka i Taranek, a także ofensywnie usposobieni Telatyński i Do Carmo. W środku pola dzielił i rządził Robert Pikulicki i trzeba przyznać, że był to najlepszy mecz wychowanka Śląska od wielu miesięcy.
Pierwsza połowa, pomimo kilku wyśmienitych okazji wrocławian zakończyła się jednak wynikiem 1:0. W drugiej gospodarze przystąpili do bardziej zdecydowanych ataków. Gra przesunęła się jeszcze bardziej pod pole karne Piasta, a kibice z Wrocławia mieli poczucie Deja Vu, z tym że to żółto-czarni wcielili się tym razem w rolę zespołu z Nowej Rudy.
Kiedy w 52 minucie Elton pięknym strzałem głową wyrównał, wydawało się, że Lechia w końcu złapie rytm. I rzeczywiście. Najbliższe dziesięć minut Piast bronił się rozpaczliwie. Sadyś łapał mocne strzały, a raz Wrocławian ratowała poprzeczka.
W tym samym jednak czasie i piłkarze z Żernik mieli swoje okazje. Najpierw w 58 minucie Kotfas minął na 40 metrze bramkarza Lechii jednak ten jakimś cudem zdołał wybić z równowagi młodego snajpera Piasta. Chwilę później bramkę powinien zdobyć Jhon Lee, który spudłował z najbliższej odległości. W 60 minucie na boisku zameldowali się: Kowalczyk i Szewczyk i trzeba przyznać, że akcje Piasta znów nabrały dynamiczny charakter. W 69 minucie meczu Piast wyszedł ponownie na prowadzenie. Akcja Telatyńskiego i Kotfasa zakończyła się bramką tego drugiego.
Wrocławianie nie mieli jednak zamiaru powtarzać błędu z pierwszej połowy i nie cofnęli się już tak głęboko. W dalszym ciągu atakowali, a bliscy podwyższenia wyniku byli Pikulicki, Telatyński i Kotfas. W jednym przypadku gospodarzy uratował nawet słupek. Wreszcie, w 82 minucie Pikulicki zakończył emocje w niedzielnym spotkaniu. Najpierw Jakub Telatyński wyłuskał piłkę zawodnikom Lechii, dograł do Kotfasa, a ten obsłużył dokładnym podaniem Pikulickiego. Młody lider wrocławskiego zespołu nie miał natomiast większych problemów, aby po raz trzeci umieścić futbolówkę w bramce Lechii.
W ostatnich fragmentach meczu Piast mógł jeszcze bardziej pognębić zrezygnowaną Lechię jednak wyższa wygrana zaciemniłaby rzeczywisty obraz meczu.
Piast pokonał na wyjeździe Lechię Dzierżoniów 3:1 i jak najbardziej zasłużył na tą wygraną. Lechia okazała się zespołem wymagającym, jednak Piast zagrał przynajmniej o poziom wyżej niż przed trzema dniami w inauguracji.
Siła ofensywna Wrocławian jest piorunująca. Trzeba pamiętać, ze wciąż nie gra najlepszy strzelec Piasta Antonio Autonell Moll. Jak trener Kowalczyk ma zamiar pogodzić wszystkie swoje armaty pozostaje jego słodką tajemnicą. Najważniejszym punktem w konstytucji klubu jest jednak wciąż szkolenie. Miejmy nadzieję, że piłkarze Kowalczyka będą się wciąż rozwijać, a przed nimi otworem stanie droga do wyższych poziomów rozgrywkowych. Każdy jeden bowiem piłkarz w zespole Piasta ma potencjał, żeby grać na poziomie wyższym, niż IV-gowy.