Gladiatorzy

Gladiatorzy!!! Tak rzucił jeden z działaczy Piasta w kierunku zespołu Marka Kowalczyka tuż po zakończeniu spotkania w Pieszycach. Reakcja ta nie była chyba przesadzona. Kiedy wydawało się, że gorzej być nie może, od kilku dni wciąż sypały się kolejne elementy układanki Marka Kowalczyka. Sytuacja na 48 godzin przed meczem z Pieszycami wydawała się wręcz beznadziejna. Do tego stopnia, że zaszło niebezpieczeństwo, że Piast na mecz do Pieszyc pojedzie w dziesiątkę. Zacznijmy jednak od początku.
Z dziewiętnastoosobowego składu, który po wypożyczeniu Pitka pozostał do dyspozycji trenera Piasta wypadło na przestrzeni ostatnich tygodni wielu piłkarzy. Najpierw kontuzji wykluczających do końca sezonu doznali obrońcy Konrad Makar i Michał Bąkowski. Później zespół opuścił brazylijski internacjonał Jhon Lee. Jakby tego było mało, w kolejnych meczach wypadli Grzegorz Nowicki i Antonio Autonell Moll, a przed ostatnim treningiem stało się jasne, że również Maciej Kowalczyk dołączy do listy, przy której widnieje czerwony krzyżyk. Tuż przed spotkaniem z Pieszycami wypadł również Michał Sadyś, bramkarz, który i tak był brany pod uwagę na mecz XIV kolejki jako przymusowy zawodnik z pola. Kowalczykowi pozostała dwunastka, z której Szewczyk, Mikuś i Tylka nie powinni w ogóle zagrać z uwagi na urazy. Te wszystkie problemy spowodowały, że zarząd Piasta zdecydował się w trybie awaryjnym uprawnić do gry króla strzelców oldbojów wrocławskiego klubu Sebastiana Kruka. Doświadczony piłkarz, który jeszcze miesiąc temu nie uwierzyłby w takie rozwiązanie, jak się okazało miał jednak dzisiaj debiut w wygranym meczu IV ligi.
Do Pieszyc Piast pojechał w trzynastoosobowym składzie. Na ławce rezerwowych trener Kowalczyk miał do dyspozycji tylko Adriana Barańskiego oraz wspomnianego Sebastiana Kruka. W bramce zagrał rozpalony z powodu gorączki do czerwoności Bartłomiej Guździoł. W obronie zagrali od lewej strony Głęboki, Łuczkiewicz, Mikuś i Szewczyk, w pomocy Taranek, Wybraniec, Pikulicki i Tylka, a w ataku Telatyński i Kotfas.
Od pierwszych minut to Piast był zespołem dyktującym warunki gry. Pogoń cofnęła się na własną połowę licząc na długie piłki posyłane na doświadczonych zawodników. To jednak Wrocławianie stwarzali groźniejsze sytuacje, a Mikołaj Kotfas powinien w 21 minucie otworzyć wynik spotkania. Po wspaniałym podaniu Wybrańca młody napastnik Piasta minął bramkarza Pogoni jednak po strzale z ostrego kąta piłka trafiła w boczną siatkę. Po chwili w dogodnej sytuacji znalazł się Michał Szewczyk. Po błędzie obrońcy Pogoni popularny Szewcu stanął oko w oko z bramkarzem Pieszyc jednak jego strzał minął światło bramki Pogoni.
W końcówce pierwszej części spotkania gospodarze zaatakowali odważniej i dwukrotnie zagrozili bramce Guździoła. Szczególnie akcja z 45 minuty napędziła stracha kibicom żółto – czarnych. Najpierw Taranek ofiarną interwencją uchronił swój zespół przed utratą bramki, a później Guździoł instynktownie piersią odbił rykoszet po strzale napastnika Pieszyc.
W przerwie meczu boisko opuścić musiał utykający od dłuższego czasu Piotr Tylka. Na boisku zameldował się Adrian Barański, a na ławce rezerwowych pozostał jedynie Sebastian Kruk.
Druga połowa meczu miała już bardziej wyrównany charakter chociaż to piłkarze Piasta stwarzali groźniejsze sytuacje. Dwukrotnie Mikołaj Kotfas stanął oko w oko z bramkarzem Pieszyc, jednak oba strzały młodego wychowanka Nysy Kłodzko mijały bramkę Pogoni. Gospodarze zagrażali bramce Piasta głównie po stałych fragmentach gry, jednak uczuleni na to piłkarze Piasta nieźle radzili sobie w grze głową we własnym polu karnym.
Wreszcie nadeszła 74 minuta. Mikołaj Kotfas otrzymał od Pikulickiego piłkę na granicy szesnastego metra, przełożył sobie futbolówkę na lewą nogę i huknął na bramkę Pogoni. Piłka zeszła ostatecznie z nogi młodemu piłkarzowi Piasta i zmyliła bramkarza Pogoni. Radość po strzelonej bramce w obozie Wrocławian była ogromna. Bramka zdobyta przez napastnika Piasta miał kilka wymiarów, nie tylko punktowy, ale też mentalny, ale przede wszystkim emocjonalny. Dość wspomnieć, że na strzelca bramki, obok piłkarzy, rzucił się nawet działacz zespołu z Wrocławia.
Ostatni kwadrans meczu w Pieszycach to nerwówka podniecana przez miejscowych kibiców. Pogoń próbowała atakować, Piast wyprowadzał kolejne ciosy. W 89 minucie na boisku zameldował się Sebastian Kuk i jest to wydarzenie bez precedensu. 36 letni zawodnik Piasta od od dwóch lat bawi się w ligach oldbojów zdobywając kolejne korony króla strzelców, nikt jednak nie spodziewał się, że ten piłkarz będzie miał okazję zadebiutować na poziomie IV ligi. Tak się jednak stało, i trzeba przyznać, że tuż po wejściu popularny Kruku mógł jeszcze bardziej zaskoczyć wszystkich zdobywając swoją pierwszą bramkę.
W doliczonym czasie gry Kotfas i Kruk wybiegli naprzeciwko jednemu obrońcy Pogoni. Młody napastnik Piasta szukał jednak trochę na siłę starszego kolegi i piłka wkrótce opuściła strefę ataku Piasta.
Niemniej jednak po upływie trzech doliczonych minut wybrzmiał gwizdek oznaczający zakończenie spotkania. Piast wygrał tym samym szósty mecz w sezonie. Najważniejsze jest jednak to, że Wrocławianie udowodnili, że są piłkarzami z wielkimi sercami do gry. Z charakterami olbrzymimi. Z pewnością zespół Marka Kowalczyka ma ogromny potencjał. Miejmy nadzieję, że w ostatniej kolejce, już za tydzień, kiedy to Piast podejmie w ostatnim domowym meczu trzecią w tabeli Bielawiankę, Wrocławianie potwierdzą swoje atuty i udowodnią, że żadna ekipa w lidze nie jest im straszna.