Historyczna bramka i pierwszy punkt Piasta

Piotr Tylka już na zawsze zapisał się w annałach Piasta Żerniki. Pomocnik żółto-czarnych zdobył historyczną, bo pierwszą, bramkę dla wrocławskiego klubu na poziomie IV ligi. Gol, który padł w dramatycznych okolicznościach, dał Piastowi również pierwszy punkt w rozgrywkach.

 

W drugiej kolejce Sport-Track IV ligi Piast udał się do Wołowa na spotkanie z tamtejszym MKP. Trener Paweł Grabowski nie mógł tego dnia ponownie skorzystać z usług doświadczonego Tomasza Kosztowniaka, który wciąż zmaga się z urazem mięśnia. Do zespołu powrócił natomiast Mateusz Magusiak, który pomimo choroby i zażywanych antybiotyków, zdecydował się pomóc drużynie na ciężkim terenie.

Faworytem spotkania wydawali się gospodarze, którzy na koniec ubiegłego sezonu niespodziewanie zameldowali się na podium Saltex IV ligi. Zespół trenerów Troniny i Tabaka został w przerwie letniej solidnie wzmocniony. Do kadry wołowskiej dołączyły takie nazwiska jak np. Małecki, czy Maziarz.

Piast natomiast przystąpił do sobotniego spotkania bez większych kompleksów. Trener wrocławskiej ekipy postawił na sprawdzone ustawienie obrony. Przed Guździołem, dostępu do własnej bramki bronić więc mieli, Ludwiczak, Samiec, Grabowski oraz Nowicki. W środku pola kibice ponownie zobaczyli duet dziewiętnastolatków Pikolicki - Mikuś, których wspierał doświadczony Bartosz Szluga. Na skrzydłach pracować mieli Szewczyk oraz Tylka, a w ataku nękać rywala miał osamotniony Magusiak.

Od samego początku Piast grał bardzo uważnie w defensywie. Główne założenia taktyczne trenera Grabowskiego dotyczyły wyłączenia z gry Jakuba Małeckiego oraz ograniczenia poczynań ofensywnych Kamila Ramiączka. Wychowanek Śląska Wrocław został skutecznie "przykryty" przez Bartosza Szlugę, a najlepszy snajper z Wołowa strzelał, ale jedynie z dalszych odległości. Bardzo dobrze, po raz kolejny, funkcjonował blok obronny Piasta, którego szeregami dowodził niezawodny kapitan zespołu Adam Samiec.

Pierwsza połowa meczu upłynęła pod znakiem obopólnej wymiany ciosów. Żaden z zespołów nie uzyskał widocznej przewagi. Bliżej zdobycia bramki byli gospodarze, którzy powinni objąć prowadzenie w 32 minucie. Jeden, jedyny błąd w meczu popełnił golkiper wrocławskiej drużyny, który wypuścił przed siebie z rąk piłkę, po atomowym uderzeniu Ramiączka. Dobitka zawodnika z Wołowa okazała się na tyle nieskuteczna, że Guździoł, udaną interwencją zrehabilitował się za pomyłkę sprzed chwili.

Jako, że remis nie zadawalał żadnej ze stron, na drugą połowę obie ekipy wyszły wyjątkowo zmotywowane. Nieznaczną przewagę w polu uzyskali gospodarze, ale to goście stworzyli sobie bardziej klarowne sytuacje do strzelenia bramki. Najlepszą z nich zmarnował w 60 minucie Mateusz Magusiak. Napastik Piasta otrzymał prezent od obrońcy MKP, po którym znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Wołowa. Niestety strzał młodego zawodnika Piasta okazał się niecelny. W 70 minucie na boisku zameldował się powracający po kontuzji Jakub Myka. Wychowanek Piasta znacząco wpłynął na poczynania ofensywne swojego zespołu.

W ciągu ostatniego kwadransa Piast osiągnął znaczną przewagę. W 81 minucie Myka oszukał w polu karnym kilku rywali, jednak przegrał pojedynek z golkiperem MKP. W ostatnich minutach piłkarze Piasta wykonywali kilka stałych fragmentów gry. Na każdy rzut wolny, czy różny, w pole karne rywali wbiegali rośli obrońcy z Wrocławia, Grabowski i Samiec. Kilkukrotnie zakotłowało się pod bramką Wołowa, jednak na tablicy wciąż widniał rezultat 0:0.

Kiedy minął regulaminowy czas gry, a arbiter główny pokazał, że dolicza cztery dodatkowe minuty, oba zespoły rzuciły na szalę wszystko, co miały. Piłka podróżowała spod jednego pola karnego pod drugie, jednak obaj bramkarze pozostawali niepokonani. Kiedy na świetlnej tablicy mijała już ostatnia z doliczonych minut, stało się coś, czego nie pamiętają najstarsi kibice piłki nożnej w Wołowie.

Zaczęło się wszystko od niekontrolowanej przebijanki głowami, do której doszło w okolicach pola karnego Piasta. W konsekwencji kilku nieudanych wybić, piłka trafiła pod nogi Jakuba Małeckiego. Lider wołowskiej ekipy nie namyślając się długo, oddał chytry strzał, po którym piłka, najpierw uderzyła w słupek, a potem wpadła do bramki Piasta.

Na trybunach zapanowała ogromna euforia. Piłkarze MKP ruszyli w kierunku swoich kibiców, gdy tymczasem kilku piłkarzy Piasta zakryło swoje twarze dłońmi. Sędzia zawodów chwycił za gwizdek, aby zakończyć zawody. Radość zawodników gospodarzy trwała jednak tak długo, że upomniany przez kapitana wrocławskiego zespołu arbiter, zdecydował się, pozwolić jeszcze Wrocławianom wznowić grę. Ambitny zespół Grabowskiego otrzymał od sędziego ostatnie trzydzieści sekund. To wystarczyło, aby wprawić w zdumienie wszystkich zgromadzonych na trybunach kibiców. 

Kopniętą na połowę Wołowa piłkę przejął niesamowity tego dnia Adam Samiec. Kapitan Piasta zgrał futbolówkę do Magusiaka, który prostopadłym podaniem uruchomił Tylkę. Pomocnik Piasta wbiegł w pole karne i płaskim strzałem pokonał bramkarza MKP. Chwilę później sympatyczny piłkarz z Osinieckiej utonął w objęciach kolegów, a sędzia zagwizdał po raz ostatni.

Na trybunach zapanowała konsternacja. Kibice w ciągu dwóch minut przeżyli huśtawkę nastrojów, jednak wszyscy zgodni byli, co do tego, że remis nie krzywdzi żadnej ze stron. Rzeczywiście Wołów nie do końca wywiązał się z roli faworyta, a młody zespół Piasta pokazał, że może walczyć jak równy z równym, z każdym przeciwnikiem w lidze.  

Za tydzień do Wrocławia przyjedzie bardzo groźny zespół Pogoni Oleśnica. Piąta ekipa ubiegłego sezonu falstartem rozpoczęła bieżące rozgrywki. Pogoń przegrała oba pierwsze mecze i z Wrocławia będzie chciała z pewnością przywieść jakąś zdobycz punktową. Zapowiadają się więc spore emocje. Wszystkich kibiców zapraszamy bardzo serdecznie na stadion przy ul. Osinieckiej 9. Mecz III kolejki rozpocznie się w najbliższą sobotę o godz. 17.00.

 

autor Konrad Strzelecki