Kompleks Ornitologa przełamany. Piast-Orzeł 2:1

Zespół Piasta Żerniki odniósł trzecie kolejne zwycięstwo na wiosnę. Tym razem piłkarze Marka Kowalczyka zostawili w pokonanym tle ekipę Orła Ząbkowice Śl., a więc rywala, z którym nigdy dotąd nie żółto – czarnym wygrać się nie udało. Dziewięć punktów w trzech pierwszych meczach są dla kibiców Piasta wymarzonym początkiem rundy wiosennej. Po sobotniej wygranej zespół z Żernik przesunął się na siódme miejsce w tabeli, a jak wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia.
W pojedynku z Orłem trener Kowalczyk nie mógł skorzystać z kontuzjowanego Michała Szewczyka, który przed tygodniem w Nowej Rudzie wybił sobie bark. W miejsce skrzydłowego szkoleniowiec Piasta zdecydował się wstawić do pierwszej jedenastki Bartka Bicza. Pozostałe ustawienie pozostało bez zmian w stosunku do zawodów rozegranych przed tygodniem.
W bramce po raz kolejny kibice zobaczyli Bartłomieja Guździoła. Młody Mateusz Pitek wciąż czeka na swoją szansę, chociaż trzeba przyznać, że kłopoty dyscyplinarne i zdrowotne z pewnością nieco zahamowały rozwój kariery tego dziewiętnastoletniego brakarza. Miejmy nadzieję, że wszystkie złe chwile młody golkiper ma już jednak za sobą i wkrótce doczeka się swojej szansy w bramce Piasta.
Linię obrony stanowili Ci sami piłkarze co w dwóch pierwszych meczach, a więc Grzegorz Nowicki, Artur Łuczkiewicz oraz Damian Głęboki. Na skrzydłach, oprócz wspomnianego wcześniej Bicza operował Miłosz Taranek, a w środku pola dzieliło i rządziło trio Mikuś, Pikulicki, Telatyński. W ataku trener Piasta po raz kolejny postawił na dwójkę Antonio – Kowalczyk.
Pierwsze fragmenty meczu to spora przewaga gospodarzy. Piłkarze Piasta chcieli szybko ułożyć sobie spotkanie, jednak bardzo dobrze w bramce Orła spisywał się Szymon Brandl. W 7 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Grzegorz Nowicki powinien głową pokonać bramkarza z Ząbkowic. Strzał młodego stopera z Osinieckiej okazał się jednak zbyt lekki, aby sprawić kłopoty Brandlowi.
W 18 minucie wyśmienitą okazję do otwarcia wyniku miał hiszpański strzelec Piasta Antonio. W sporym zamieszaniu podbramkowym napastnik z najbliższej odległości nie trafił jednak czysto w piłkę.
Trzy minuty później to goście mogli wyjść na prowadzenie. W polu karnym Guździoła zdrzemnęli się obrońcy Żernik i Herdy mógł głową pokonać bramkarza Piasta. Na szczęście dla gospodarzy Guździoł wykazał się najwyższym kunsztem bramkarskim w niesamowity sposób broniąc mocny strzał napastnika Orła.
Poza tą okazją goście nie zagrozili jednak więcej w pierwszej części meczu bramce Piasta. Gospodarze natomiast atakowali coraz groźniej. Zaciekłe ataki dały efekt dopiero jednak w doliczonym czasie pierwszej połowy. Po wspaniałej, indywidualnej akcji Telatyński zagrał prostopadłą piłkę do Antonio. Ten huknął na bramkę Orła, jednak Brandl zdołał dosięgnąć futbolówkę. Przy dobitce Kowalczyka bramkarza Orła okazał się jednak bezradny.
Bramka do szatni dodała piłkarzom Piasta pewności siebie. W drugiej odsłonie to w dalszym ciągu gospodarze dyktowali na boisku warunki gry. Kilkukrotnie zakotłowało się pod bramką Orła. Piast stwarzał groźne sytuacje, a najbliżej zdobycia drugiej bramki był Antonio, który w 62 minucie spotkania posłał piłkę w długi róg bezradnie interweniującego Brandla. Na trybunach rozległ się jednak tylko jęk zawodu, kiedy futbolówka minęła o centymetry dalszy słupek bramki gości.
Na dwa kwadranse przed końcem trener Kowalczyk w swoim stylu dokonał kilku zmian. W przeciągu paru minut na boisku pojawili się: Jakub Myka, Grzegorz Tomasiuk, Oleh Polischuk, Mateusz Czerwiński oraz Piotr Tylka.
I właśnie akcja tych dwóch ostatnich porwała znów licznie zgromadzoną tego dnia na trybunach przy ul. Osinieckiej publiczność. Tylka przedarł się lewą stroną boiska pod pole karne Orła, zagrał piłkę do Mateusza Czerwińskiego, a młody napastnik Piasta umieścił futbolówkę w bramce gości.
Była 82 minuta i wyglądało na to, że druga bramka ostatecznie dobije nie prezentującego do tej pory nic szczególnego rywala. Młody zespół Piasta po raz kolejny jednak zapewnił swoim kibicom i trenerowi sporą dawkę emocji, oddając na ostatni kwadrans zupełnie inicjatywę przyjezdnym. Zemściło się to już po minucie, kiedy to niepilnowany zupełnie Radziszewski głową zdobył kontaktowego gola.
Ostatnie minuty to napór gości, którzy zwietrzyli swoją szansę na zdobycz punktową. Piast w tym czasie wyprowadził trzy zabójcze kontry, które powinny rozstrzygnąć losy meczu. Ani jednak Czerwiński, ani Telatyński nie potrafili zakończyć akcji celnym strzałem.
Kotłowało się za to pod drugą bramką. Guździoł uwijał się jak w ukropie jednak do ostatniej doliczonej minuty pozostał niepokonany i Piast ostatecznie odniósł trzecie kolejne zwycięstwo ligowe pokonując Orła Ząbkowice 2:1.
Cieszy kolejna wygrana, cieszy również, że po raz trzeci z rzędu, w kontekście całego spotkania, Piast dominował nad swoim rywalem. Zastanawia jedynie reakcja po zdobytej drugiej bramce. To już druga taka sytuacja, w której młodzi zawodnicy z Żernik, prowadząc dwoma bramkami, zamiast kontrolować spotkanie, oddają niespodziewanie inicjatywę rywalowi.
Za tydzień Piast uda się na bardzo trudny mecz do Wielkiej Lipy. „Kompleks Ornitologa” został wreszcie przełamany. Klątwa Ząbkowic zdjęta. Mamy więc nadzieję, że i najbliższego niewygodnego rywala uda się wreszcie pokonać.
Piast wygrywając z Orłem przesunął się na siódmą lokatę w tabeli mijając po drodze Bielawiankę Bielawa (bilansem bramkowym), która zremisowała na trudnym terenie w Świdnicy 1:1. Wrocławianie minęli również Sokoła Marcinkowice, który dostał solidne lanie na własnym boisku od Śląska II Wrocław. Lider tabeli nie zatrzymuje się w drodze po koronę IV Ligi. Z pogoni za zielono – biało – czerwonymi zrezygnował już chyba Górnik Wałbrzych, który zaledwie zremisował z broniącą się przed spadkiem Unią Bardo 2:2. W meczu o sześć punktów w dolnej części tabeli Piast Nowa Ruda pokonał Nysę Kłodzko 4:1, a Zjednoczeni Żarów przegrali przed własną publicznością z GKS Mirków/Długołęka 0:2. Los obu przegranych drużyn wydaje się być już przesądzony, choć zapewne zarówno w Kłodzku, jak i w Żarowie nikt broni jeszcze nie złożył. W coraz trudniejszym położeniu znajduje się także MKP Wołów, który przegrał w Prusicach trzeci mecz z rzędu i wyprzedza strefę spadkową już tylko lepszym bilansem bramkowym. Trzeci mecz na wiosnę przegrała również Polonia Trzebnica. Podopieczni trenera Ignasiaka ponownie wysoko polegli na własnym boisku. Tym razem pogromcą Polonii okazał się najbliższy rywal Piasta Sokół Wielka Lipa. Wynik 4:1 nie pozostawia cienia wątpliwości, że za tydzień piłkarzy Kowalczyka czeka w Wielkiej Lipie ciężka przeprawa.
Wszystkich kibiców zapraszamy na mecz sąsiadujących ze sobą w tabeli zespołów 6 kwietnia na godz. 15.00 właśnie do Wielkiej Lipy.