Lanie w Bielawie

Na tarczy wrócili piłkarze Piasta Żerniki z potyczki w Bielawie. Miejscowi, pomimo iż nie byli stawiani w roli faworyta rozbili w pył drużynę z Wrocławia.
Całe nieszczęście rozpoczęło się w 5 minucie meczu. Po niepotrzebnej stracie w środku pola gospodarze wyszli z pierwszą szybką kontrą, po której jeden z nich został sfaulowany w odległości 25 metrów od bramki Guździoła. Do piłki podszedł Rakoczy, po czym przymierzył idealnie w okienko bramki Piasta.
Dość szybko zdobyta bramka ustawiła mecz. Gospodarze postawili pięciu obrońców, którzy w ogóle nie interesowali się grą ofensywną. Piast zmuszony został do gry pozycyjnej, a w obliczu absencji Macieja Kowalczyka sztuka ta okazała się piekielnie trudna. Z przewagi optycznej Wrocławian nic nie wynikało, a piłkarze Bielawianki raz po raz szybkimi kontrami nękali żółto-czarnych.
Już w 34 minucie trener Kowalczyk nie wytrzymał i zdecydował się na pierwszą zmianę. Zupełnie niewidocznego Mateusza Czerwińskiego zastąpił w linii ataku debiutujący na polskich boiskach hiszpański napastnik Antonio Autonell Moll. Wrocławski internacjonał pokazał się kilka razy dobrej strony, jednak widać było wyraźnie, że to nie był dzień Piasta. Tuż przed przerwą gospodarze wykonywali rzut rożny. Pomimo asysty rosłych obrońców Paszkowski zdołał głową pokonać po raz drugi Guździoła.
W przerwie meczu trener Kowalczyk szukał rozwiązań. Boisko opuścili obaj defensywni pomocnicy Myka i Mikuś. Piast przeszedł na grę trzema obrońcami. Do Molla dołączył w ataku Telatyński. Co z tego, że od samego początku zaznaczyła się wyraźna przewaga przyjezdnych, kiedy w 47 minucie gospodarze wykonywali kolejny stały fragment gry. I tym razem również pod nosem mierzących grubo ponad 190 cm Bicza, Nowickiego i Łuczkiewicza Paszkowski wyskoczył jak z konopi i po raz trzeci pokonał bramkarza Piasta.
Cała druga połowa toczyła się w identycznym schemacie. Piast utknął na połowie rywala, a Bielawianka przeprowadzała co rusz bardzo szybkie kontry. Piłkarze z Bielawy okazali się bezwzględni i dobili Wrocławian między 55, a 65 minutą. Tym razem w rolę kata żółto-czarnych wcielił się Yegorov. Ukraiński snajper dwukrotnie wbijał piłkę do pustej bramki. Trzeba przyznać, że w oczy Wrocławian zajrzało w 65 minucie widmo katastrofy. Piłkarze Bielawianki jeszcze kilkukrotnie mogli pokusić się o kolejnego gola, jednak przed jeszcze większą kompromitacją swój zespół uchronił golkiper z Osinieckiej.
Owszem, Piast próbował zdobyć choćby honorowego gola. Swoje szansę mieli Moll, Napieralski, czy wprowadzony w 75 minucie Tomasiuk. Ambicji piłkarzom Piasta odmówić nie można było, jednak tego dnia Bielawianka okazała się zespołem zdecydowanie mądrzejszym i skuteczniejszym.
Porażka 0:5 jest najwyższą ligową przegraną Piasta od lat. Przed młodymi piłkarzami z Żernik okazja do rehabilitacji już za tydzień.
W sobotę, 22 września, o godz. 15.00!!!! przy ul. Osinieckiej rozpocznie się mecz VII kolejki, w którym Piast zmierzy się z doświadczonym zespołem Unii Bardo. Miejmy nadzieję, że Wrocławianie zmażą dzisiejszą plamę efektownym zwycięstwem domowym.