Nie ma Lipy...

Mimo iż przez piątkową noc na Dolnym Śląsku napadało śniegu po pas i wszystkie rozgrywki piłkarskie zostały przełożone, piłkarze Piasta wybiegli sobotniego ranka na boisko, aby rozegrać swój ostatni kontrolny mecz. Kadra zespołu z Osinieckiej została w piątek definitywnie zamknięta, a z 22 osobowego składu na sparingu w Środzie Śląskiej nie stawili się tylko Piotr Tylka i Dawid Gąsior. Pozostała dwudziestka Grabowskiego pomimo siarczystego mrozu już o 9.00 rano była gotowa do gry.
Rywalem Piasta okazała się prowadząca przez Marcina Foltyna ekipa Sokoła Wielka Lipa. Obie drużyny rozpoczęły mecz przekonane o swojej wartości. W pierwszym kwadransie zarówno Sokół, jak i Piast stworzyły po dwie doskonałe sytuacje do zdobycia bramki, ale dopiero sytuacja z 16 minuty otworzyła wynik spotkania. W polu karnym Sokoła największym sprytem wykazał się Maciej Kowalczyk, który wykorzystał niepewną interwencję obrońcy i przewrócił się tuż przed bramką Wielkiej Lipy. Bardzo słabo sędziująca sobotnie zawody arbiter nie wahała się wskazać na wapno, choć jej decyzja wzbudziła wiele kontrowersji, szczególnie w obozie Sokoła. Bezbłędnym egzekutorem jedenastki po raz kolejny okazał się sam poszkodowany i Piast prowadził 1:0. Po straconej bramce do głosu doszli podopieczni Marcina Foltyna. Nie minęło pięć minut, a padło wyrównanie. Po koronkowej akcji całego zespołu napastnik Sokoła precyzyjnym strzałem pokonał Bartosza Guździoła.
Nie załamani takim obrotem sprawy piłkarze Piasta znów wzięli sprawy w swoje ręce. A konkretnie najbardziej doświadczony z nich Maciej Kowalczyk. Tym razem pomocnik Piasta sfaulowany został w odległości 20 metrów od bramki Sokoła. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu swojej drugiej tego dnia bramki. Po przepięknym strzale byłego króla strzelców pierwszej ligi piłka wpadła w samo okienko bramki Sokoła.
Mimo trudnych warunków w pierwszej połowie obie drużyny zaprezentowały się z dobrej strony. Bardzo poprawnie wyglądała współpraca Samca z młodym Arturem Łuczkiewiczem. Nieźle asystowali parze stoperów boczni obrońcy Michał Bąkowski i Miłosz Taranek. Troszkę gorzej było z rozegraniem piłki, choć z pewnością zimowa aura nie sprzyjała dokładnej grze od nogi do nogi. Pomimo kilku kolejnych okazji do podwyższenia wyniku, do przerwy rezultat nie uległ zmianie.
W drugiej połowie obaj trenerzy zdecydowali się na zmiany. W zespole Piasta wprowadzono system dwójkowy. Najpierw w 45 minucie bocznych obrońców zastąpili Konrad Makar i Damian Głęboki. Chwilę później w miejsce Napieralskiego i Szewczyka na boisku zameldowali się Korkosz i Skowroński. Następnie plac gry opuścili Czerwiński oraz Myka, a na ich miejscu pojawili się Nowicki i Pikulicki. Ostatni, około 60 minuty, boisko opuścili Artur Łuczkiewicz, Jakub Mikuś i Bartosz Guździoł. Swoją szansę dostali natomiast Bartosz Szluga, Adrian Barański, a także Mateusz Pitek.
Jakość wprowadzona na boisko w drugiej połowie po stronie Piasta wyraźnie przewyższała tą, jaką zaproponowali rywale. Wspomagana doświadczonymi Kowalczykiem i Samcem nowa jedenastka dominowała do ostatniego gwizdka sędziny, a klasą sam dla siebie okazał się ponownie Maciej Kowalczyk. Najpierw w 72 minucie wykorzystał on nieporozumienie obrońców i płaskim strzałem podwyższył wynik spotkania na 3:1, a w 80 minucie mocnym strzałem zza pola karnego ustalił wynik spotkania. Goście nie byli w stanie odpowiedzieć w drugiej połowie żadną groźną akcją, choć linia defensywna Piasta wydawała się być czujną do samego końca meczu.
Piast pokonał więc Sokoła Wielka Lipa aż 4:1, prezentując przez całe spotkanie dosyć wyrównany poziom gry. Widać wyraźnie, że czas pracuje na korzyść młodego wrocławskiego zespołu, a z każdym kolejnym tygodniem gra podopiecznych trenera Grabowskiego i dyrektora Kowalczyka powinna wyglądać coraz lepiej.
Piłkarze z Osinieckiej są głodni gry i na Żernikach nikt nie dopuszcza myśli, że druga kolejka, w której to Piast ma gościć drużynę MKP Wołów mogłaby zostać również przeniesiona na późniejszy termin.
Po sobotnim sparingu prezes Piasta, Zbigniew Słobodzian, w imieniu zarządu klubu, zaprosił zespół na inauguracyjny obiad. przedstawił na nim piłkarzom wizję klubu oraz cele na najbliższą rundę. Miła i sympatyczna atmosfera spotkania usprawiedliwia nadzieje, że nowo ukształtowana szatnia wyklaruje na Żernikach kolektyw, który przyniesie kibicom, działaczom oraz samym piłkarzom wiele radości już w najbliższym czasie. Jednym słowem: nie ma lipy...