Pechowy remis z Moto Jelczem

Po trzech ostatnich zwycięstwach Piasta apetyty kibiców przy Osinieckiej 9 rozbudzone zostały do niemożliwych rozmiarów. Studził je sztab szkoleniowy tłumacząc, że to dopiero początek ligi, a każdy zespół w tym roku prezentuje podobny poziom sportowy.
W V ligowej kolejce Piast podejmował na własnym boisku beniaminka ligi Moto Jelcz Oława. Trener Kowalczyk zdecydował się na ustawienie z Sadysiem w bramce, Łuczkiewiczem, Nowickim i Głębokim w obronie, Wybrańcem, Pikulickiem, Johnem Lee, Tylką i Tarankiem w pomocy oraz Telatyńskim i Kotfasem w ataku.
Początek meczu to obopólne badanie się. Pierwsi cios wyprowadzili goście. Gancarczyk ściął do środka i uderzył na bramkę Piasta. Piłka minęła na szczęście dla gospodarzy prawy słupek bramki Sadysia. Z biegiem czasu gospodarze zaczęli uzyskiwać wyraźną przewagę. Wrocławianie opanowali środek pola i zamknęli gości na ich własnej połowie. Bardzo dobrze w centralnej części boiska radził sobie Nataniel Wybraniec. Suma jego odbiorów napędzała akcje kolegów. Pikulicki i Jhony uruchamiali skrzydłowych, a Kotfas i Telatyński coraz odważniej wbiegali w pierwszą linię Moto Jelcza. Sytuacji stuprocentowych było jednak do przerwy jak na lekarstwo. Najbliżej zdobycia bramki był Mikołaj Kotfas, którego strzały w ostatniej chwili blokowali ofiarnie obrońcy z Oławy. W 39 minucie dośrodkowanie Taranka na bramkę zamienić mógł Telatyński, jednak młody napastnik Piasta nie trafił w futbolówkę z najbliższej odległości. Nie była to jednak łatwa do uderzenia pozycja ponieważ mocno zagrana piłka przeleciała na wysokości metra nad ziemią, a Telatyński do końca nie wiedział, jak złożyć się do strzału.
Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i oba zespoły schodziły do szatni przy bezbramkowym remisie.
Na drugą połową Piast wyszedł z dwoma nowymi zawodnikami w składzie. W ataku pojawił się najlepszy strzelec ubiegłego sezonu Antonio Autonoll Moll, którego forma rośnie z meczu na mecz, oraz głodny gry Michał Szewczyk. Należy tu wspomnieć, że obaj piłkarze mieli spory wpływ na wynik środowego meczu pucharowego. Obaj zdobyli w meczu przeciwko LKS Ciechów po bramce, obaj też sobie nawzajem asystowali (Piast pokonał LKS 3:0)
Od samego początku drugiej odsłony Piast uzyskał widoczną przewagę. Już w 47 minucie Antonio powinien otworzyć wynik spotkania. Strzał Hiszpana sparował jednak na rzut rożny Florczyk. Nikt się wtedy jeszcze nie spodziewał, że doświadczony bramkarz Moto Jelcza okaże się bohaterem swojej drużyny.
Trzy minuty później po wzorowej akcji całego zespołu szpicem z siedmiu metrów uderzał Jhon. Kibice podnieśli już w górę ręce w geście radości jednak Florczyk sobie tylko znanym sposobem przeniósł piłkę nad poprzeczką własnej bramki. W 51 minucie Telatyński dograł do Antonio, a Hiszpan ponownie stanął oko w oko z Florczykiem. I tym razem jednak bramkarz gości okazał się lepszy.
Pomiędzy 51 a 60 minutą piłkarze Piasta stwarzali kolejne sytuacje podbramkowe. Za każdym jednak razem golkiper z Oławy doprowadzał swoimi interwencjami do łez kibiców zgromadzonych na stadionie przy Osinieckiej 9. W 59 minucie Kotfas w swoim style minął kilku obrońców i uderzył daleko od bramkarza gości. Piłka jednak ocierając się jeszcze o wewnętrzną część słupka opuściła boisko. Na dwa kwadranse przed końcem spotkania na boisku pojawił się Maciej Kowalczyk. Doświadczony napastnik Piasta również miał swoje okazje. Również jednak on musiał uznać wyższość bramkarza z Oławy. Goście w czasie naporów młodych piłkarzy Piasta ograniczali się jedynie do posyłania dalekich piłek w kierunku swojego kapitana Janusza Gancarczyka, jednak doskonale pilnowany przez defensorów Piasta, były Reprezentant Polski, nie był w stanie skonstruować choćby jednej groźnej akcji pod bramką Michała Sadysia.
Wreszcie nadeszła 74 minuta i akcja dwóch wspomnianych wcześniej piłkarzy. Ostre dośrodkowanie z bocznych sektorów boiska Michała Szewczyka trafiło prost na nogę Antonio Autonell Molla, a hiszpański internacjonał potężnym wolejem pokonał wreszcie Florczyka. Bramka - marzenie spowodowała szał radości na trybunach żernickiego stadionu. Wydawało się, że goście nie będą w stanie powalczyć skutecznie o choćby punkt. Tym bardziej, że gospodarze nie rezygnowali z podwyższenia rezultatu. Znów dwoił się i troił Florczak, a bomba Toniego z 81 minuty o mało nie złamała poprzeczki. Również Kotfas i Kowalczyk mogli zakończyć emocje w sobotnim spotkaniu. Po ich strzałach piłka mijała jednak bramkę Moto Jelcza, albo zatrzymywała się, a jakże, na bramkarzu tej drużyny.
Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. O zgrozo, jak często to przysłowie przytoczyć można przy okazji poczynań piłkarzy Marka Kowalczyka. Niestety w końcówce spotkania goście zdołali przesunąć ciężar gry na połowę Piasta. W 86 minucie w niegroźnej sytuacji piłkarze gospodarzy desygnowali futbolówkę na rzut rożny. Do stałego fragmentu podszedł Gancarczyk, a mocno uderzona przez niego w kierunku krótszego słupka piłka trafiła pod nogi Macieja Kowalczyka. Doświadczony zawodnik Piasta interweniował tak niefortunnie, że futbolówka ku rozpaczy kibiców zatrzepotała w siatce Piasta.
Na pięć minut przed końcowym gwizdkiem na Osinieckiej padło więc wyrównanie.
Podrażnieni gospodarze wściekle rzucili się na rywala. Znów zaczęło kotować się pod bramką Florczyka, a jak to się stało, że w 90 minucie gospodarze nie zdobyli bramki wiedzą tylko Antonio, Florczak i poprzeczka bramki Moto Jelcza. Hiszpański napastnik znów huknął jak z armaty. Piłka najpierw odbiła się od ramienia bramkarza z Oławy, potem trafiła w spojenie słupka z poprzeczką, by w końcu wylecieć na kolejny rzut rożny.
Pomimo ataków do ostatniej minuty doliczonego czasu gry gościom udało się dotrwać do końca i na Żernikach w meczu V kolejki nastąpił podział puntów.
Piękne to czasy kiedy po remisie z tak renomowanym zespołem jak Moto Jelcz Oława (13 lat występów na zapleczu ekstraklasy) w szeregach Piasta panuje smutek. Jednak faktem jest, że Wrocławianie stracili dwa punkty na własne życzenie. Pomimo niezłego meczu, szczególnie w drugiej połowie nie udało się pokonać doświadczonego rywala. Sobotni pojedynek jeszcze raz jednak pokazuje dobitnie, że w tym roku podopieczni Kowalczyka nie muszą bać się nikogo. Zespół prowadzony przez Artura Łuczkiewicza jest w stanie pokonać każdego, chociaż wczorajszy pojedynek pokazał, że i z każdym jest w stanie punkty zgubić. Każde jednak zawody to kolejny kosz doświadczeń dla młodych zawodników Piasta, a zbieranie tego doświadczenia od dwóch lat wyraźnie procentuje już w bieżącym sezonie.
Przed piłkarzami Piasta wyjazd do kolejnego beniaminka. Już w najbliższą niedzielę Piastowcom przyjdzie się zmierzyć w Bystrzycy Górnej z tamtejszym LKS. Miejmy nadzieję, że Wrocławianie zapomną o pechowej końcówce spotkania z Moto Jelczem i powalczą w VI ligowej kolejce o pełną pulę.
Hej Piast!!!