Piast lepszy od Polonii

W meczu XII kolejki Sport Track IV ligi Piast Żerniki pokonał na własnym terenie Polonię Stal Świdnica 3:2. Gospodarze powinni rozstrzygnąć losy spotkania już w pierwszej połowie. Nieskuteczność Wrocławian doprowadziła natomiast po raz kolejny do nerwowej końcówki. Bardzo udany debiut w zespole z Osinieckiej zaliczył Maciej Kowalczyk. Doświadczony napastnik strzelił gola, dołożył do niego asystę i bezsprzecznie okazał się najlepszym zawodnikiem swojego zespołu. 
Pomimo iż wciąż jeszcze kontuzjowani są Samiec, Myka, Nowacki i Szluga, a za nadmiar żółtych kartek pauzować musiał Mateusz Magusiak, w obozie Piasta przed spotkaniem z Polonią Stalą Świdnica panował umiarkowany optymizm. Szeregi drużyny z Osinieckiej wzmocnił napastnik, który ma za sobą prawie 120 występów w ekstraklasie, kilkadziesiąt w pierwszej lidze ukraińskiej, a przed pięcioma laty w Tychach dorobił się korony króla strzelców naszej rodzimej pierwszej ligi. Maciej Kowalczyk, bo o nim mowa, wrócił do Wrocławia i po kilkutygodniowych perypetiach w Kątach Wrocławskich, dziś zadebiutował w żółto-czarnych barwach. Dodatkowo, po kontuzji wrócił do drużyny Tomasz Kosztowniak. Obecność tych dwóch, jakże doświadczonych napastników, musiała wlać w serca młodych piłkarzy Piasta sporo otuchy, ponieważ podopieczni Grabowskiego rozpoczęli zawody z nie lada animuszem.
Zespół Polonii Świdnica to bardzo młoda ekipa. Najstarszy w zespole Wojciech Szuba to zaledwie 24 letni zawodnik. Pozostali piłkarze to wiek 17-22. Jako, że w pierwszej jedenastce Piasta wystąpiło również wielu młodzieżowców wiadomym było od pierwszych minut, że mecz będzie szybki i zacięty. I rzeczywiście. Od samego początku trwała walka o każdy metr boiska. Agresywna gra Wrocławian zaskoczyła przyjezdnych, którzy popełniali w pierwszej części gry rażące błędy w defensywie. W 11 minucie jeden z takich błędów wykorzystał ustawiony tego dnia na szpicy Piotrek Tylka. Napastnik Piasta dobiegł do bezpańskiej piłki i z odległości siedmiu metrów od bramki huknął pod poprzeczkę. Kot nie miał szans na jakąkolwiek reakcję. 
Nie minęło kilka minut, a bramkarz Polonii wyciągał piłkę z siatki po raz drugi. Po szybkiej akcji Kowalczyk idealnym podaniem obsłużył Korkosza, a siedemnastoletni pomocnik żółto-czarnych zdobył swojego debiutanckiego gola w rozgrywkach IV ligi.
Polonia próbowała przejąć inicjatywę, jednak, co rusz, nadziewała się na szybkie kontrataki gospodarzy. Między 19, a 37 minutą meczu zawodnicy Piasta aż pięciokrotnie wychodzili w sytuacji sam na sam z bramkarzem Polonii. Ku rozpaczy jednak zgromadzonej na trybunach przy Osinieckiej publiczności, Bartłomiej Kot wygrał wszystkie z tych pojedynków. Piłkarze Polonii mogą być wdzięczni swojemu golkiperowi, którego udane interwencje utrzymywały świdnicki zespół w grze.
Z drugiej jednak strony vis-a-vis oraz imiennik Kota, Bartłomej Guździoł również dwukrotnie popisał się udanymi interwencjami. W 44 minucie bramkarz Piasta intuicyjne obronił strzał z najbliższej odległości.
Pierwsza połowa zakończyła się dwubramkowym prowadzeniem gospodarzy. W przerwie w obozie gości musiało dojść do trzęsienia ziemi. Trener Oleksy na tyle odpowiednio zmotywował swoich podopiecznych, że od pierwszej minuty drugiej części spotkania biało-zieloni z animuszem zabrali się do odrabiania strat.
Wydawało się ze na murawę wybiegł zupełnie inny zespół, niż ten w pierwszej połowie. Goście przejęli inicjatywę spychając gospodarzy do głębokiej defensywy. Trzeba przyznać, że gra Polonii w drugiej odsłonie mogła się podobać. W 56 minucie gry goście zdobyli kontaktowego gola. Szuba wrzucił piłkę w pole karne, a nieporozumienie obrońców Piasta bezwzględnie wykorzystał Szczygieł, głową pokonując bezradnego Guździoła.    
Po strzelonej bramce goście "poczuli krew". Piast cofnął się jeszcze bardziej, a piłka rzadko opuszczała połowę gospodarzy. Zareagował na to trener Grabowski zamieniając bardzo zmęczonego Korkosza na doświadczonego Kosztowniaka. Napastnik Piasta dostał zadanie dłużej utrzymać piłkę na połowie rywali i rzeczywiście z tego zadania wywiązał się znakomicie. Ostatnie 20 minut gry to kolejne ataki Polonii i coraz groźniejsze kontry Piasta. W 63 minucie po pięknym strzale Kowalczyka Kot z trudem sparował futbolówkę na rzut rożny. Kilka minut później Szewczyk przebiegł z piłką prawie całe boisko, jednak w ostatniej chwili powstrzymany został przez bramkarza gości.
Polonia również jednak miała swoje szanse. W 77 minucie Szuba uderzył z rzutu wolnego na bramkę Piasta, a Guździoł z trudem, na raty uchronił swój zespół przed utratą drugiej bramki. Wyrównanie nie padło również w 79 minucie, kiedy to w zamieszaniu pod bramką gospodarzy piłka trafiła do niepilnowanego Kozachenki. Ukraiński pomocnik huknął jak z armaty, jednak Guździoł nie dał się zaskoczyć. W chwilę później bramkarz Piasta obronił groźny strzał Myrty.
Kiedy wydawało się, że napór gości musi zakończyć się wyrównującą bramką, klasę pokazał Maciej Kowalczyk. Napastnik Piasta w indywidualnej akcji ośmieszył dwóch zawodników Polonii i pozwolił się sfaulować Łuszkiewiczowi. Sędzia bez wahania wskazał na jedenasty metr. Podczas nieobecności Magusiaka Kowalczyk sam wymierzył sprawiedliwość, mocnym strzałem pokonując Kota po raz trzeci.
Mijała 87 minuta i wydawało się że bramka Kowalczyka rozstrzygnęła definitywnie losy spotkania. A jednak ambitnie grający Poloniści nie złożyli broni i już po chwili ponownie zdobyli kontaktowego gola. Po stracie piłki wprowadzonego chwilę wcześniej na boisko Tarasa Fetkovycha, Jagieła wyłożył futbolówkę Szczygłowi, a ten w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi Piasta.
Arbiter główny spotkania doliczył do regulaminowego czasu gry cztery dodatkowe minuty. Żadna ze stron nie zdążyła jednak przeprowadzić już skutecznej akcji i mecz zakończył się zwycięstwem Wrocławian 3:2.
Piast gromadzi więc kolejny komplet punktów. Dzisiejszy rywal okazał się, szczególnie w drugiej połowie, bardzo wymagający. Piast pokazał jednak charakter wygrywając po raz kolejny mimo nieobecności kilku swoich podstawowych zawodników. Nie wszystkie trybiki maszyny Grabowskiego działały dzisiaj jak należy. Na wyróżnienie, jak już wcześniej wspomniano, zasłużył bez wątpienia Maciej Kowalczyk. Bardzo pewnie w obronie po raz kolejny grali Grabowksi i Ludwiczak, a najlepszy mecz w barwach Piasta rozegrał Damian Głęboki. Jak zwykle szarpali przez całe spotkanie niezmordowani Tylka i Szewczyk, i jeżeli tylko sympatyczni pomocnicy Piasta poprawią nieco skuteczność, przysporzą kibicom przy Osinieckiej jeszcze sporo radości. Kolejny dobry mecz między słupkami bramki Piasta rozegrał Guździoł, a niezłą zmianę dał powracający po kontuzji Tomasz Kosztowniak.
Za tydzień Piast jedzie do Jaworzyny Śl. Zespół Karoliny zajmuje przedostatnią pozycję w tabeli, jednak wynik ten o niczym nie świadczy. Piast czeka w Jaworzynie ciężka przeprawa ponieważ gospodarze potrzebują teraz punktów wyjątkowo mocno. Wrocławianie zostaną jednak na sobotnie zawody solidnie wzmocnieni. Do zespołu wracają Mateusz Magusiak i Adam Samiec. Treningi wznawia Nowacki. Czekamy również na dobre wieści o zdrowiu Kuby Myki. Wygląda na to, że przed ostatnimi spotkaniami rundy jesiennej trener Grabowski będzie miał nie lada zgryz jak zestawić pierwszą jedenastkę. Tym razem jednak będzie to zgryz w pozytywnym tego słowa znaczeniu.