Piast znów zwycięski. 13 wygrana w sezonie!

Piłkarze Piasta nie mieli litości dla podopiecznych Józefa Klepaka i pokonali w Goszczu zespół Wiwy 3:1. To druga wygrana Wrocławian z rzędu, dzięki której zespół z Żernik na kolejkę przed końcem sezonu przesunął się na szóste miejsce w tabeli wschodniej grupy dolnośląskiej IV Ligi.
Do Goszcza nie przyjechali Maciej Kowalczyk, Adam Napieralski oraz Bartłomiej Guździoł. Trener Piasta zdecydował się na ustawienie 1-4-5-1. Trzeci raz w obecnym sezonie swoją szansę w bramce dostał młody golkiper Piasta Mateusz Pitek i trzeba przyznać, że po raz kolejny udowodnił, że warto na niego stawiać. Przez większą część spotkania Pitek bardzo dobrze radził sobie z rozegraniem piłki, a kiedy w drugiej połowie dwukrotnie zmuszony został do spektakularnych interwencji stanął na wysokości zadania i uratował swój zespół przed utratą bramek.
W obronie, obok Samca i Łuczkiewicza, trener Grabowski zdecydował się tym razem wystawić od pierwszych minut Bąkowskiego i Głębokiego. Trzeba przyznać, że w obecnej rundzie sztab szkoleniowy ma ogromny komfort i spore możliwości rotowania składem. Nie ma w zespole z Żernik ogniwa, które zaniżało by swoją grą poziom sportowy drużyny. Niezależnie, czy w obronie gra Bąkowski, Taranek, Gąsior, Makar czy inni, żółto - czarni (może poza meczem w Bardzie) nie schodzą poniżej określonego poziomu. Podobnie jest z linią pomocy. Tym razem zabrakło dwóch, wydawać by się mogło podstawowych zawodników, a jednak patrząc na poczynania Wrocławian można w ciemno zakładać, że pomoc złożona z Mikusia, Myki, Pikulickiego, Szewczyka i Tylki to zgrany monolit, będący optymalnym zestawieniem formacji. Nic bardziej mylnego. Nieobecni Kowalczyk i Napieralski wszystkie dotychczasowe mecze rozpoczynali od pierwszych minut, a zawodnicy, którzy w drugiej połowie sobotniego meczu pojawili się na boisku, czyli Barański, Gąsior i Skowroński z pewnością równie mocno pobudzili poczynania ekipy Piasta. Również Mateusz Czerwiński sprawiał w sobotnie popołudnie korzystne wrażenie. To właśnie po akcji byłego zawodnika Śląska Robert Pikulicki otworzył w 35 minucie wynik spotkania.
Wcześniej Piast doskonale kontrolował przebieg meczu. Piłkarze w żółtych koszulkach od pierwszych minut pojedynku z broniącą się przed spadkiem Wiwą Goszcz sprawiali lepsze wrażenie od gospodarzy. Zespół kierowany w środku pola przez trio Myka-Mikuś-Pikulicki dłuższymi fragmentami utrzymywał się przy piłce i cierpliwie budował swoje akcje pozycyjne. Większość akcji Piasta kończyła się w bocznych sektorach boiska, gdzie z jednej strony Szewczyk, a z drugiej Tylka niemiłosiernie ogrywali swoich rywali i posyłali niezliczoną ilość dośrodkowań w pole karne Wiwy. Brakowało jedynie wykończenia akcji skrzydłowych. Bardzo często również skrzydłowych Piasta wyręczali w tych samych zadaniach boczni obrońcy z Osinieckiej - Bąkowski i Głęboki. Trzeba przyznać, że pierwsza połowa spotkania w Goszczu należała do najlepszych w sezonie oceniając właśnie poczynania wspomnianych formacji.
W pierwszym fragmencie meczu gospodarze ograniczali się do próby kontrataków jednak Samiec i Łuczkiewicz stanowili dla ofensywnych graczy Wiwy barierę nie do pokonania. Obaj stoperzy stanowili natomiast jednocześnie spore zagrożenie w ataku Piasta. Przy każdym stałym fragmencie gry, na połowie rywala obaj wysocy obrońcy starali się zagrozić bramce Wiwy. Trzeba przyznać, że dosyć swobodnie dochodzili oni nawet do strzałów na bramkę gospodarzy, jednak precyzja pozostawiała wiele do życzenia.
Precyzji nie zabrakło natomiast Robertowi Pikulickiemu, który po wzorowo przeprowadzonej akcji posłał futbolówkę w kierunku dalszego słupka bramki Goszczan. Bramkarz Wiwy, pomimo że wyciągnął się jak struna, nie był w stanie sięgnąć bardzo dokładnie kopniętej futbolówki.
W 35 minucie Piast objął więc prowadzenie i było to prowadzenie jak najbardziej zasłużone. Co więcej, goście nie zamierzali spocząć na laurach i nauczeni doświadczeniem z początku sezonu, postanowili pójść za ciosem. W 42 minucie na strzał z 25 metrów zdecydował się Damian Głęboki. Piłka posłana z ogromną siłą, ku rozpaczy kibiców z Goszcza, omal nie urwała siatki w bramce gospodarzy.
Na przerwę oba zespoły schodziły więc przy dwubramkowej przewadze Piasta. Wynik ten stanowił bezwzględne odwzorowanie sytuacji na boisku. Wiwa w tym momencie była już jedną nogę w okręgówce. Nic więc dziwnego, że doświadczony trener Józef Klepak wstrząsnął swoim zespołem podczas kwadransa, który miał do dyspozycji pomiędzy pierwszą, a drugą połową meczu. Na drugie 45 minut zespół Wiwy wyszedł bardzo mocno zmotywowany i widać było wyraźnie, że gospodarze chcą powalczyć jeszcze o IV ligowy byt.
W zespole Piasta nastąpiły natomiast w przerwie meczu aż trzy jednoczesne zmiany. W miejsce Myki, Głębokiego i Bąkowskiego na placu boju pojawili się Taranek, Makar i Gąsior. Niestety, okazało się, że zespół Grabowskiego zasiedział się w szatni i zanim piłkarze zorientowali się, że trwa druga połowa, Wiwa strzeliła kontaktową bramkę. Strzał z okolic 18 metra został odbity rykoszetem w gąszczu nóg i piłka wpadła do siatki Piasta obok bezradnie interweniującego Mateusza Pitka.
Gospodarze poczuli krew, a Wrocławianom zajęło dobry kwadrans poukładanie szyków i ponowne przejęcie kontroli nad meczem. Do 65 minuty to Wiwa była zespołem lepszym, a dwukrotnie tylko wyborne interwencje Mateusza Pitka w sytuacji sam na sam uchroniły gości przed utratą drugiej bramki.
To właśnie dzięki 18-letniemu bramkarzowi Piast wciąż prowadził, a kiedy na boisku zameldowali się jego rówieśnicy Skowroński i Barański w poczynaniach żółto - czarnych znów zagościły radość i młodzieńcza fantazja. Między 70 a 80 minutą Piast powinien zdobyć trzy bramki, jednak ostatecznie zdobył tylko jedną. Po wspaniałej indywidualnej akcji, Mikołaj Skowroński minął trzech zawodników Wiwy i mimo że mógł sam strzelać na bramkę gospodarzy, wyłożył piłkę Michałowi Szewczykowi, który strzałem w długi róg rozstrzygnął losy spotkania. Szewczyk zdobył kolejną już bramkę w sezonie i trzeba przyznać, że końcówka ligi w wykonaniu tego zawodnika jest niesamowita. Skrzydłowy Piast stanowi mocny punkt w ofensywie swojego zespołu, a jego współpraca ze środkowymi Piasta wygląda coraz bardziej obiecująco.
Na ogromne słowa uznania zasługuje natomiast młodziutki Mikołaj Skowroński. Wychowanek Parasola Wrocław z każdym meczem radzi sobie coraz lepiej i widać wyraźnie, że napastnik Piasta rozwija się prawidłowo i być może już w najbliższym sezonie będzie stanowił o sile ofensywnej swojego zespołu.
Po straconej w 81 minucie bramce gospodarze wyraźnie spuścili z tonu i ostatni fragment meczu ponownie toczył się pod dyktando Wrocławian. Piast mógł podwyższyć wynik spotkania, jednak ani Taranek, ani Pikulicki, ani Szewczyk nie wykorzystali swoich sytuacji. Ostatecznie Piast będąc zespołem bezdyskusyjnie lepszym w przeciągu całego spotkania pokonał Wiwę Goszcz 3:1. Porażka gospodarzy stawia zespół Józefa Klepaka w sytuacji niemalże beznadziejnej. W ostatniej kolejce Wiwa musi wygrać w Świdnicy, oraz liczyć na cudowne rozstrzygnięcia w dwóch innych ligach. Jeżeli Nysa Zgorzelec i Miedź II Legnica nie dokonają rzeczy niezwykłych Wiwa w sierpniu rozpocznie kolejny sezon w klasie okręgowej.
Piast natomiast już zgromadził na swoim koncie 45 punktów i konia z rzędem temu, kto wyobrażał sobie taki wynik Wrocławian przed startem obecnego sezonu. Piast już pozostawił w pokonanym tle takie ekipy jak Orzeł Ząbkowice, Polonia Świdnica, czy Polonia Trzebnica, a przed Wrocławianami szansa walki nawet o piątą lokatę na koniec sezonu.
Aby osiągnąć ten niesamowity wynik w swoim debiutanckim sezonie Piast musi w najbliższą sobotę pokonać w derbach Wrocławia Śląsk II Wrocław. Sobotni przeciwnik Piasta wciąż jeszcze korespondencyjnie walczy z Foto-Higieną Gać o pierwsze miejsce w lidze. Na Osinieckiej zapowiada się więc nie lada widowisko, które na lata może pozostać w pamięci kibiców, którzy 9 czerwca, o godz. 17.00 zasiądą na trybunach stadionu przy ul. Osinieckiej. Zapraszamy wszystkich mieszkańców Żernik i całego Wrocławia do wzięcia udziału w tym niezwykłym wydarzeniu i kibicowaniu obu wrocławskim ekipom!!!