Podział punktów w Jaworzynie Śląskiej

To nie był dobry mecz w wykonaniu podopiecznych Pawła Grabowskiego. Piłkarze Piasta jechali do Jaworzyny Śląskiej podbudowani ostatnimi zwycięstwami ligowymi, a także wzmocnieni tak udanie debiutującym ostatnio Maćkiem Kowalczykiem. Dodatkową motywację miał stanowić powrót do zespołu filarów Piasta: Samca i Magusiaka. Niestety, mimo iż Piast wreszcie wydawał się być faworytem ligowego pojedynku, Wrocławianom nie udało się przywieść z Jaworzyny kompletu punktów. Z przebiegu spotkania można nawet uczciwie przyznać, że i ten jeden zdobyty powinien cieszyć sympatyków Piasta.  Początek spotkania nie wskazywał na to, że Wrocławianie będą drżeć o wynik do ostatniej minuty sobotniego pojedynku z przedostatnią w tabeli drużyną MKS Karoliny Jaworzyna Śl. Wrocławianie od pierwszego gwizdka osiągnęli sporą przewagę i zamknęli gospodarzy na ich własnej połowie boiska. Niestety okropnie grząskie boisko nie pozwalało dokładnie operować piłką, przez co piłkarze Piasta stracili swój największy atut. Gliniasta murawa predysponowała natomiast do gry z kontry, na co od samego początku nastawili się gospodarze. Trzeba przyznać, że bardzo szybcy i zdecydowani zawodnicy Karoliny, w tym elemencie gry wydają się być bardzo groźni. Zdecydowanie gorzej wygląda ich skuteczność, co również sobotniego popołudnia było widoczne gołym okiem. W pierwszym kwadransie gry, mimo iż posiadanie piłki było zdecydowanie po stronie Piasta, to Karolina stworzyła sobie dwie stuprocentowe okazje. W obu jednak przypadkach doskonale dysponowany po raz kolejny Guździoł wygrał pojedynki sam na sam z napastnikami Karoliny. Piast próbował się odgryźć akcjami Tylki i Szewczyka. W 11 minucie mocny strzał tego pierwszego z trudem sparował na rzut rożny bramkarz Karoliny. Rajdy prawą stroną drugiego ze skrzydłowych kończyły się natomiast najczęściej niedokładnym dośrodkowaniem. Obaj boczni pomocnicy Piasta grali bardzo ofensywnie, jednak zapominali o tym, że przy założonej przez Grabowskiego taktyce, równie wiele zadań czekało na nich pod ich własną bramką. Dlatego też Karolina za każdym razem odpowiadała na zaczepki gości szybkimi kontrami, które zaczynały się przeważnie w bocznych sektorach boiska. Przerażała łatwość z jaką gospodarze dochodzili do sytuacji strzeleckich. Na szczęście ich celowniki były zupełnie rozregulowane. Po ich strzałach piłka, albo szybowała Panu Bogu w okno, albo ledwie dotaczała się do bramki Guździoła. W 16 minucie pierwszy raz błysnął nowy nabytek Piasta Maciej Kowalczyk. Wychowanek Włókniarza Wrocław ośmieszył w polu bramkowym czterech rywali, powodując tym samym wymuszoną salwę śmiechu na trybunach, po czym z najbliższej odległości oddał piłkę Tomaszowi Kosztowniakowi. Doświadczony napastnik Piasta zaskoczony taką koleżeńskością Kowalczyka nie zdołał dostawić nogi i wynik wciąż pozostawał bezbramkowy. Kolejne dwadzieścia minut to ten sam obraz gry. Piast mozolnie zawiązywał ataki pozycyjne, a Karolina wyprowadzała coraz groźniejsze kontrataki. Wreszcie nadeszła 35 minuta spotkania. Kowalczyk w swoim stylu minął w polu karnym Lubrę i inteligentnie pozwolił mu się sfaulować. Po chwili pewnym strzałem z jedenastu metrów wyprowadził żółto-czarnych na prowadzenie. Posługując się terminologią bokserską, można by rzec, że cios wyprowadzony przez Wrocławian na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy pozbawił gospodarzy oddechu. Gong oznaczający zejście do narożnika miał dać obu zespołom, nie tylko chwilę wytchnienia, ale i pozwolić obu trenerom przewartościować strategię obraną na pierwsze czterdzieści pięć minut spotkania. Żadna bowiem ze stron nie mogła być zadowolona z przebiegu pierwszej połowy. Na drugą niestety to gospodarze wyszli lepiej usposobieni. Zanim jednak Karolina zdominowała swojego rywala, Piast mógł zakończyć emocje w tym spotkaniu za sprawą kontrataku, po którym w sytuacji sam na sam znalazł się Michał Szewczyk. Skrzydłowy Piasta uderzył precyzyjnie, jednak piłka po jego strzale najpierw odbiła się od poprzeczki, później od wewnętrznej strony linii bramkowej i w kocu wyszła w pole. Po niewykorzystanej sytuacji Szewczyka Piast cofnął się na własną połowę. Wydaje się, że decyzja o obronie korzystnego wyniku podjęta została za szybko. Karolina zamknęła gości pod ich własną bramką i raz za razem próbowała przebić wrocławski mur. Trzeba jednak przyznać, że gospodarze robili to na tyle jednak chaotycznie, że obrońcy Piasta bez trudu oddalali niebezpieczeństwo od własnej bramki. W 59 minucie trener Grabowski zdecydował się na zmiany. W miejsce Mikusia, na boisku zameldował się Magusiak, a Szewczyka zmienił Korkosz. Niestety obaj piłkarze nie zdołali wpłynąć na obraz gry i to w dalszym ciągu dominującą stroną byli gospodarze. Pomiędzy 60, a 70 minutą spotkania Karolina powinna była doprowadzić do wyrównania. Ku rozpaczy miejscowych kibiców, napastnicy niebieskich w dogodnych sytuacjach niesamowicie jednak pudłowali. Piast starał się odgryzać akcjami Magusiaka i Kowalczyka, jednak z ich poczynań również niewiele wynikało. W międzyczasie mecz zaostrzył się. Co chwilę na boisku leżeli zawodnicy to jednaj, to drugiej ekipy. Nie pozostało to bez wpływu na nastroje na trybunach malowniczo położonego stadionu MKS. Z każdą minutą dawało się wyczuć narastającą agresję pośród fanów Karoliny, którzy coraz głośniej, i w coraz bardziej wyrafinowany sposób, zaczynali lżyć zarówno sędziów, jak i piłkarzy wrocławskiego Piasta. Napięta atmosfera, jaka zapanowała zarówno na boisku, jak i na trybunach, przerosła tego dnia niestety kompetencje arbitra z Jeleniej Góry. Młody sędzia pogubił się zupełnie. Podejmując w obie strony krzywdzące decyzje rozwścieczał do reszty kolejnych zawodników. Posypały się kartki, jednak nerwowej atmosfery nie udało się już okiełznać. Pomiędzy zawodnikami obu ekip co rusz dochodziło do spięć, a na trybunach elementy z Wałbrzycha zaczęły taniec nienawiści, który kierowany do poszczególnych zawodników Piasta, musiał mieć przełożenie na ich postawę w ostatnim kwadransie spotkania. W tym miejscu piszący te słowa, chciałby podziękować kibicom z pobliskiego Żarowa, którzy dla odmiany dobrym słowem wspierali zespół Piasta. Być może w przyszłym roku kibice obu drużyn spotkają się w przyjaznej atmosferze na ligowym meczu swoich pupili.  Wracając jednak do Jaworzyny Śląskiej, decydująca akcja meczu miała miejsce na kwadrans przed ostatnim gwizdkiem sędziego, kiedy to padło wyrównanie. Po mocnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Krawczyka piłka przeleciała nad głowami obrońców, a także rękami Guździoła i trafiła do nabiegającego Łukasza Piątka. Ten, pomimo asysty Grabowskiego, zgrał futbolówkę do środka, a Kamil Drąg, z najbliższej odległości doprowadził do wyrównania. Do zakończenie zawodów pozostawało kilkanaście minut, a obie strony mogły się czuć niezadowolone z wyniku. Piast ruszył do przodu, jednak i Karolina nie rezygnowała ze zdobycia kompletu punktów. Mecz stał się jeszcze bardziej otwarty, a wiele pracy miały zarówno formacje ofensywne, jak i defensywne obu ekip. Co ciekawe, wydawało się, że zawodził w Piaście środek pola. Adam Samiec, który wrócił do zespołu po miesięcznym rozbracie z piłką, nie mógł udźwignąć roli ofensywnego pomocnika w takim stopniu, aby zabezpieczało to całkowicie środkową strefę boiska Piasta. Po zejściu z placu gry Mikusia, również cofnięty Robert Pikulicki nie poradził sobie do końca z trudami spotkania. W ostatnim fragmencie meczu uformowały się więc dwa boiska. Piłka kopnięta na połowę Karoliny rozgrywana była pomiędzy czterema zawodnikami ofensywnymi Piasta, a piątką obrońców gospodarzy. Kiedy natomiast futbolówka wracała na połowę żółto-czarnych, proporcje te odwracały się. Zarówno jednak jeden, jak i drugi zespół, mogły przechylić w końcówce spotkania szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Najpierw w ogromnym zamieszaniu pod bramką Guździoła żaden z miejscowych napastników nie potrafił skierować piłki do bramki gości, a w ostatniej akcji meczu Pikulicki spudłował z dwunastu metrów po indywidualnej szarży Adriana Barańskiego. Mając na uwadze rosnące napięcia zarówno na trybunach, jak i między zawodnikami obu drużyn, sędzia z Jeleniej Góry nie przedłużał zbytnio sobotniego spotkania  Piast podzielił się więc punktami z Karoliną, i jest to wynik niezadawalający dla żadnej z obu drużyn. Karolina, była bowiem tego dnia bliżej zdobycia trzech punktów, ale Piast, zwłaszcza piłkarsko, z pewnością prezentuje wyższy poziom od swojego rywala i zapewne przy innych okolicznościach nie pozwoliłby gospodarzom na rozwinięcie skrzydeł. Karolina traci do bezpiecznego terenu już sześć punktów i biorąc pod uwagę dwa ostatnie wyjazdowe mecze rundy jesiennej Jaworzan w Świdnicy i Bardzie, zapowiada się niespokojna zima w obozie biało-niebieskich. Piast natomiast za tydzień gościć będzie u siebie drużynę z Goszcza. Wiwa, prowadzona przez doskonale znanego we Wrocławiu szkoleniowca Józefa Klepaka, plasuje się tuż za plecami wrocławskiej drużyny. Obie ekipy będą chciały powalczyć w XIV kolejce o komplet punktów. Szykuje się więc kolejne, bardzo emocjonujące spotkanie przy ul. Osinieckiej. Wszystkich kibiców Piasta, i nie tylko ich, zapraszamy serdecznie już w najbliższą sobotę, na godzinę 14.00, na obiekt przy ul. Osinieckiej 9, aby wspierali Wrocławian swoją obecnością, a przede wszystkim swoim dopingiem. Bądźcie tam z nami!!!