Powrót Piasta na zwycięską ścieżkę.

Na mecz XXIV kolejki piłkarze Piasta Żerniki jechali do Wołowa podbudowani dobrym, choć przegranym występem przeciwko Śląskowi Wrocław w ostatniej ligowej kolejce. Do zespołu powróciło kilku zawodników w tym podpora defensywy z Żernik Damian Głęboki. Tym razem na ławce usiadł powołany ostatnio na kadrę Region Cup Grzegorz Nowicki, a dostępu do bramki Guździoła bronić mieli właśnie Głęboki, Łuczkiewicz i Bicz.
Linię pomocy trener Kowalczyk zestawił ze środkowych Mikusia, Pikulickiego i Telatynskiego, a na skrzydłach wybiegli Taranek z Tylką. W ataku szkoleniowiec wrocławskiego zespołu postawił na sprawdzoną dwójkę Kowalczyk – Antonio.
Od samego początku spotkania Piast dominował nad gospodarzami w niemal każdym elemencie gry. Choć to MKP powinien dążyć do wygranej, miejscowi cofnęli się pod własną bramkę licząc na szybkie kontry. Piast wykorzystał natomiast wspaniale przygotowaną murawę wołowskiego boiska i „grał piłką” oddając futbolówkę rywalom bardzo sporadycznie.
W 7 minucie goście powinni prowadzić. Doskonałe podanie Pikulickiego trafiło do najmłodszego na boisku Mateusza Telatyńskiego jednak młody pomocnik Piasta przegrał pojedynek sam na sam z Harwatem. Chwilę później w dogodnej sytuacji znalazł się Antonio, ale i on nie pokonał brakarza MKP.
Po kwadransie meczu Piast potwierdził jednak swoją dominację. Wspaniały tego dnia Taranek znalazł się doskonale w polu karnym MKP i precyzyjnym strzałem w długi róg otworzył wynik spotkania.
Kolejne minuty w dalszym ciągu należały do przyjezdnych. Zarówno stroną Miłosza Taranka, jak i doskonałego tego dnia Piotra Tylki ciągnęły ataki na bramkę Harwata. W 21 minucie Taranek dograł piłkę tuż przed bramkę do Antonio jednak strzał Hiszpana z najbliższej odległości instynktownie obronił golkiper MKP. W chwilę później znów groźnie strzelał Telatyński. I tym razem jednak bramkarz Wołowa okazał się skuteczniejszy od napastników Piasta. W 29 minucie dwa na jeden z obrońcą MKP wyszli Kowalczyk z Antonio jednak doświadczony napastnik z Żernik okazał zbyt wiele koleżeńskości dogrywając do Antoniego, który znalazł się na pozycji spalonej.
Przewaga Piasta rosła z każdą minutą, a w końcu Antonio przebił wołowski mur. W 35 minucie Kowalczyk asystował, a hiszpański napastnik strzałem z pierwszej piłki zdobył swoją szóstą bramkę w rundzie wiosennej.
Do 40 minuty meczu piłkarze MKP przypominali nieco dzieci we mgle. Przewaga gości w każdym elemencie futbolowego rzemiosła była oczywista i gospodarze najwidoczniej jeszcze przed przerwą stracili ochotę do gry. Wtedy jednak w sukurs rywalom przybyli wrocławscy obrońcy. W 41 minucie po niefrasobliwym zachowaniu defensorów PIasta napastnik Wołowa otrzymał piłkę sam na sam z Guździołem i ku zaskoczeniu trybun zdobył kontaktowego gola.
Do zakończenia pierwszej połowy pozostało kilka minut, a na tablicy wyników zapalił się wynik 1:2. Gospodarze nie poszli jednak za ciosem i do przerwy wynik nie uległ już zmianie.
Druga połowa miała podobny przebieg do pierwszej. W dalszym ciągu to Piast prowadził grę, a gospodarze wyglądali jakby byli zadowoleni z zaledwie jednobramkowgo prowadzenia gości. W ciągu trzydziestu pierwszych minut pierwszej połowy Piast stworzył przynajmniej pięć stuprocentowych sytuacji jednak zarówno Antonio, jak i Kowalczyk, czy Telatyński fatalnie pudłowali w nawet najprostszych sytuacjach.
Mając na uwadze, że kolejne spotkanie ligowe czeka piłkarzy Piasta już za trzy dni trener Kowalczyk zdecydował się bardzo szybko na zmiany. Boisko opuścili Bicz, Antonio i Pikulicki, a w ich miejsce na placu boju pojawili się Myka, Nowicki i Czerwiński. Były to jednak jedyne możliwe zmiany Piasta i kiedy w 81 minucie meczu skurcze zaczęły łapać bardzo dobrze grającego Mikusia w oczy kibicom Piasta zajrzał strach. Tym bardziej, że im bliżej ostatniego gwizdka tym groźniejsi stawali się gospodarze, na których trener Bolkowski wymusił wreszcie bardziej ofiarną grę. W samej końcówce Piast cofnął się bardzo głęboko, a gospodarze stworzyli kilka sytuacji, po których nastąpiły stałe fragmenty gry. Na szczęście podopieczni trenera Kowalczyka tym razem okazali się czujni i żaden z rzutów wolnych nie zmusił Guździoła do interwencji.
W doliczonym już czasie gry boisko po drugiej żółtej kartce opuścił jeden z zawodników gospodarzy jednak MKP raz jeszcze przycisnęło. Sędzia doliczył aż siedem minut i kiedy wreszcie gwizdnął po raz ostatni wszyscy sympatycy Piasta odetchnęli z ulgą.
Trudno jednoznacznie ocenić postawę żółto – czarnych. Z jednej strony wyglądało na to, że przez cały mecz posiadają kontrolę nad spotkaniem. Niemal wszyscy piłkarze z Żernik prezentowali się nieźle, momentami nawet bardzo dobrze. Powinni jednak rozstrzygnąć mecz z jedną z najsłabszych drużyn w lidze bardzo szybko i spokojnie grać do końca spotkania. Zamiast tego jednak pozwolili MKP się podnieść, a w końcówce spotkania kibice z Osinieckiej musieli drżeć o wynik.
Wydaje się, że porażka MKP jest gwoździem do trumny Wołowian. Terminarz, jaki podopieczni trenera Bolkowskiego mają w perspektywie zdaje się być dla nich bezlitosny.
Wygrana Piasta oddala zespół Kowalczyka od strefy spadkowej. Na sześć kolejek przed końcem drużyna z Żernik posiada osiem punktów przewagi nad strefą spadkową i najbliższy mecz w Długołęce może zapewnić Wrocławianom utrzymanie już w najbliższej kolejce. Podopieczni trenera Dorobka rozgrywają jednak świetną rundę i sobotnia potyczka zapowiada się bardzo emocjonująco.
Wszystkich kibiców zapraszamy czwartego maja na godz. 17.00 właśnie do Długołęki. Wtedy to rozlegnie pierwszy gwizdek w meczu Piasta przeciwko miejscowemu GKS.