Remis w Goszczu

Do Goszcza na mecz ósmej ligowej kolejki Piast Żerniki jechał w roli lidera. Jak niewdzięczna jest to jednak rola przekonało się już kilka ekip w tegorocznych rozgrywkach. Podopieczni Marka Kowalczyka najwyraźniej również nie lubią występować jako faworyt, znacznie lepiej radząc sobie w meczach z bardziej wymagającym rywalem, który preferuje otwartą grę.
Wiwa Goszcz, która przed sobotnią potyczką z Piastem przegrała aż cztery mecze ligowe, ustawiła się od samego początku bardzo defensywnie oddając wrocławianom w całości inicjatywę i pole gry.
Już chwilę po pierwszym gwizdu sędziego mogło się wydawać, że wzorem ostatniego wyjazdowego spotkania żółto-czarni mimo wszystko poradzą sobie z rolą faworyta. Kiedy w piątej minucie po kolejnej już bramce Antonio Autonell Molla Piast szybko wyszedł na prowadzenie kibice żółto-czarnych zaczęli się zastanawiać, jak pokaźny może być worek z bramkami, który się właśnie raczył otworzyć.
Jak nieobliczana i przy okazji wyrównana jest wschodnia grupa dzisiejszej IV ligi, piłkarze Wiwy pokazali już jednak dwie minuty później. W wydawać by się mogło, niegroźnej sytuacji gospodarze przejęli piłkę na trzydziestym metrze od bramki Guździoła, a Karol Makowczyński posłał bombę w kierunku bramki Wrocławian. Piłka skozłowała jeszcze tuż przed interweniującym golkiperem Piasta i ku zaskoczeniu trybun wpadła do siatki.
Wyruwnująca bramka wprowadziła w poczynania żernickiej młodzieży nieco nerwowości. Rozzuchwaleni gospodarze coraz groźniej natomiast zaczęli kontratakować. To jednak w dalszym ciągu Piast był stroną dominującą. Kilkakrotnie zagrożenie pod bramką gospodarzy stworzył Antonio, z dystansu strzelali Pikulicki i Kotfas, a Telatyński szybkimi rajdami siał spustoszenie przed polem karnym Goszczan.
W 31 minucie gospodarze odpowiedzieli akcją, po której Taranek wybił piłkę z linii bramkowej. Ta trafiła natomiast za chwilę do Jhona Lee, który podciągną z nią aż pod bramkę Wiwy i uderzył groźnie w krótki róg. Futbolówka miała jednak w tym momencie inne plany od tych Brazylijczyka i odbijając się od słupka wróciła na pole karne Wiwy.
Wreszcie nadeszła 38 minuta. Na rajd od linii bocznej zdecydował się Robert Pikulicki. Wychowanek Śląska Wrocław mijał przeciwników jak tyczki, jednak został w końcu podcięty przez jednego z obrońców i padł jak długi w polu karnym Goszca. Sędzia nie wahał się wskazać na jedenasty metr, a niezawodny egzekutor rzutów karnych Piasta Jhon Lee Do Carmo wyprowadził żółto-czarnych ponownie na prowadzenie.
Do przerwy wynik się nie zmienił i na odpoczynek obie ekipy schodziły przy jednobramkowym prowadzeniu Piasta.
W drugiej połowie Piast nie chciał bronić wyniku. Podopieczni trenera Kowalczyka nie posłuchali rad swojego szkoleniowca i od pierwszych minut ruszyli na swojego rywala. Kilkukrotnie piłka powinna wpaść do bramki Wiwy jednak tak się nie stało. Że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, słyszało już pewnie każde dziecko. I tym razem ta stara maksyma znalazła swoje potwierdzenie w praktyce.
W 61 minucie meczu nieporozumienie w szeregach Wrocławian wykorzystał strzelec pierwszej bramki dla Wiwy Karol Makowczyński ponownie doprowadzając do wyrównania.
Od tego momentu gospodarze, jeśli wcześniej próbowali jeszcze nawiązać walkę z liderującym w tamtej chwili zespołem Piasta, cofnęli się teraz bardzo głęboko na własną połowę murując zupełnie swoje pole karne. Piast próbował wcielić się w rolę zespołu prowadzącego atak pozycyjny, jednak szło to Wrocławianom jak po grudzie. Owszem, sytuacje do zdobycia zwycięskiej bramki podopieczni Kowalczyka mieli, jednak nie sposób było nie odnieść wrażenia, że poczynania żółto-czarnych znów są zbyt nerwowe, za szybkie.
Gospodarze wyprowadzili w 75 minucie jedyną kontrę, która powinna skończyć się ich sensacyjnym zwycięstwem. Na całe szczęście dla Wrocławian, strzał z bliskiej odległości napastnika Wiwy minął lewy słupek bramki Guździoła.
Trener Kowalczyk robił co mógł. Na boisku pojawili się Maciej Kowalczyk, Piotr Tylka, Michał Szewczyk i Kuba Mikuś. Niestety nie powtórzyła się sytuacja sprzed tygodnia, kiedy to właśnie rezerwowi rozstrzygnęli mecz z Orłem Ząbkowice na korzyść Piasta. Co prawda i Szewczyk i Kowalczyk powinni zdobyć bramki jednak po ich strzałach piłka albo mijała bramkę Wiwy, albo z opresji zwycięską ręką wychodził bramkarz Goszcza.
Pomimo doliczonych kilku minut Piast nie potrafił przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść i mecz zakończył się podziałem punktów. Remis zwycięski jest wyłącznie dla gospodarzy. Piast spadł z pierwszego, aż na czwarte miejsce w tabeli, jednak różnice między pierwszymi pięcioma drużynami są właściwie znikome.
Już za tydzień Piast podejmie na własnym boisku ekipę Unii Bardo, która w obecnym sezonie spisuje się, szczególnie na wyjazdach, mocno przeciętnie.
Zanim to jednak nastąpi, piłkarze Piasta rozegrają na Osinieckiej mecz pucharowy z innym przedstawicielem IV ligi Sokołem Wielka Lipa. Na to spotkanie zapraszamy w środę, na godz. 16.30.
Ligowy pojedynek z Unią rozpocznie się w sobotę, 5.10 o godz. 15.00.
zapraszamy