Świąteczne trzy punkty

Kontuzje oraz wyjazdy świąteczne spowodowały, że trener Piasta Paweł Grabowski nie mógł skorzystać w sobotnim spotkaniu z Pogonią Oleśnica z kilku swoich podstawowych zawodników. Myka, Głęboki, Bąkowski oraz Gąsior, w ogóle nie byli brani pod uwagę przy ustalaniu meczowej osiemnastki, a Szewczyk znalazł się na ławce rezerwowych tylko dla statystyk. Dyrektor sportowy Marek Kowalczyk nie chciał ryzykować zdrowia skrzydłowego, który w tygodniu uskarżał się na drobny uraz mięśniowy. Wobec absencji kilku piłkarzy swoją szansę gry od pierwszych minut dostali tym razem Grzegorz Nowicki i Konrad Makar. Stanowić mieli oni o sile prawej flanki Piasta. Ich przeciwwagę na lewej stronie stanowili Taranek z Napieralskim. Parę stoperów tworzyli, podobnie jak ostatnio, Łuczkiewicz z Samcem i trzeba przyznać, że obaj piłkarze okazali się najpewniejszymi punktami swojego zespołu. W pomocy środkowej i w ataku Piast wyszedł identycznym ustawieniem, jak przed tygodniem w inauguracyjnym meczu przeciwko MKP Wołów.
Od samego początku spotkania oba zespoły ustawiły się w założony przez obu trenerów sposób. Pogoń broniła ósemką zawodników, zostawiając na desancie dwóch szybkich skrzydłowych, a Piast próbował w ataku pozycyjnym szukać swojej szansy.
Niestety to nie był udany mecz dla podopiecznych Pawła Grabowskiego. Akcje żółto czarnych były wolne i nieprzemyślane, a każda strata kończyła się zapowiedzią szybkiej kontry Pogoni. Na szczęście świetnie dysponowani obrońcy wrocławscy gasili niemal każdą akcję gospodarzy w zalążku.
A jednak dwukrotnie Pogoni udało się przed przerwą mocniej zagrozić bramce Guździoła i to, że ostatnia drużyna w tabeli nie schodziła do szatni jako zespół prowadzący, było winą tylko i wyłącznie źle nastawionych celowników piłkarzy najstarszego klubu na Dolnym Śląsku.
Z przebiegu pierwszej połowy, ani piłkarze, ani kibice Piasta nie mogli być zadowoleni. W drugiej połowie nastąpiły zmiany. Na boisku pojawili się Tylka i Korkosz. Obraz gry zmienił się o tyle, że Piast przycisnął gospodarzy jeszcze mocniej. Przez większą część tej odsłony nie działo się jednak nic godnego uwagi, aż nadeszła 78 minuta. W okolicach pola karnego Pogoni sfaulowany został Maciej Kowalczyk. Sam poszkodowany podszedł do rzutu wolnego i zacentrował dokładną piłkę w pole karne. Tam najwyżej wyskoczył kapitan wrocławskiego zespołu Adam Samiec i Piast objął prowadzenie.
Przez ostatnie kilka minut obraz gry zmienił się. To Pogoń zmuszona do ataków przeniosła grę na połowę rywala, a Piast próbował w kontrataku rozstrzygnąć losy spotkania. Na boisku pojawili się kolejni gracze ofensywni żółto - czarnych Adrian Barański i Mikołaj Skowroński. Ten drugi siedemnastolatek to perspektywiczny wychowanek Parasola Wrocław. Zaliczył on w sobotę nie tylko swój debiut w barwach Piasta, ale również w całej seniorskiej piłce i to na poziomie IV ligowym.
Niemniej jednak kontrataki Wrocławian nie przyniosły gościom żadnego pożytku, a jako że gospodarze również nie potrafili zagrozić bramce Bartłomieja Guździoła, sędzia, po odliczonych dodatkowych czterech minutach, zakończył sobotnie zawody.
Pogoń tym meczem pogrzebała swoje szanse na utrzymanie się w IV lidze, natomiast Piast wobec porażek Górnika Wałbrzych, Nysy Kłodzko i Sokoła Wielka Lipa zameldował się na siódmym miejscu w tabeli.
Za tydzień do Wrocławia przyjedzie Górnik Wałbrzych. Wszystkich kibiców zapraszamy 7 kwietnia na stadion przy ul. Osinieckiej na godz. 11.00, aby wspierali nasz zespół w rewanżu za jesienną porażkę 3:4.