Trzecie zwycięstwo Piasta

Trzecie zwycięstwo Piasta

W jedenastej potyczce na boiskach IV ligi Piast odnotował swoje trzecie zwycięstwo. Tym razem Wrocławianie pozostawili w pokonanym polu Unię Bardo. Sobotni mecz obfitował w sytuacje podbramkowe dla jednej i drugiej drużyny, a za tak niski wynik kibice winić mogą obu bramkarzy, którzy okazali się bohaterami swoich zespołów. 

Pomimo iż do kadry Piasta wrócili Szewczyk, Kosztowniak i Myka, trener Grabowski zdecydował się na identyczne zestawienie wyjściowej jedenastki jak przed tygodniem, kiedy to w Marcinkowicach młody zespół z Żernik tak dzielnie walczył z faworyzowanym Sokołem.

Unia podbudowana wysokim zwycięstwem nad Pogonią Oleśnica przyjechała do Wrocławia po trzy punkty. Zakładając identyczne cele obu ekip, kibice mieli prawo spodziewać się otwartej gry z obu stron i meczu obfitującego w sytuacje podbramkowe. I rzeczywiście. Licznie zgromadzeni przy ul. Osinieckiej fani nie zawiedli się.

Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze. Już w 3 minucie Pikulicki prostopadłym podaniem uruchomił Mateusza Magusiaka, a najlepszy snajper Piasta znalazł się w sytuacji sam na sam z Gembarą. Niestety strzał pomocnika Piasta o centymetry minął słupek bramki Unii. Chwilę później groźnie strzelał Tylka. W 15 minucie po kolejnej szybkiej akcji Wrocławian z kilkunastu metrów niecelnie uderzał Barański. Wydawało się jednak, ze pomocnik Piasta był w momencie strzału faulowany przez jednego z obrońców Unii. Gwizdek sędziego nie wydał z siebie jednak tym razem żadnego dźwięku. Tylka zagrał w uliczkę do Magusiaka, jednak bramkarz Unii ubiegł pomocnika z Żernik ofiarną interwencją.

Po kwadransie gry do głosu coraz częściej dochodzić zaczęli piłkarze z Barda. Szczególnie aktywny na prawym skrzydle był Okrojek. Napastnik Unii kilkukrotnie szarżował w okolicach pola karnego Piasta, jednak jego dośrodkowania padały najczęściej łupem Guździoła. Z poczynaniami pozostałych ofensywnych zawodników Unii doskonale radziła sobie natomiast formacja obronna Piasta. Klasą samą dla siebie okazał się ponownie młodziutki Mateusz Grabowski, który w obliczu kontuzji Adama Samca stanowi prawdziwy filar wrocławskiej obrony. Grabowskiemu dzielnie asystowali po raz kolejny Marek Ludwiczak oraz Damian Głęboki. Kolejny świetny mecz rozegrał Jakub Mikuś, który pod nieobecność swojego starszego imiennika Myki, z powodzeniem spełnia rolę boiskowej szóstki. Wielka to radość patrzeć jak rozwijają się talenty piłkarzy, którzy jeszcze kilka miesięcy temu występowali w ligach młodzieżowych.   

Jeden z takich talentów posiada na pewno dziewiętnastoletni Robert Pikulicki. Tym razem jednak uraz pleców ewidentnie przeszkadzał w grze wychowankowi Śląska Wrocław. Świetnie spisujący się do tej pory, kreatywny rozgrywający Piasta, tym razem pozostał w cieniu Barańskiego i Magusiaka, a w przerwie meczu poprosił nawet trenera Grabowskiego o zmianę.

Do przerwy kibice zgromadzeni na trybunach stadionu przy ul. Osinieckiej 9 nie doczekali się bramek. Wynik 0:0 na pewno mógł dziwić, biorąc pod uwagę statystyki drużyny z Barda. Do tej pory ekipa prowadzona przez trenera Zielińskiego grała bezkompromisowo. Albo wygrywała, albo przegrywała, nie dzieląc się z nikim punktami. Dodatkowo, w meczach tej drużyny padało najwięcej bramek w lidze, dlatego bezbramkowy remis do przerwy wróżył spore emocje w drugiej części meczu.

Kiedy po kwadransie przerwy piłkarze powrócili na boisko, gołym okiem dostrzec można było zmianę stylu gry przyjezdnych. Zaczęli się oni dłużej utrzymywać przy piłce i przesunęli ciężar gry na połowę Piasta. Otworzyło to przed zawodnikami Grabowskiego szansę na szybkie kontrataki. W 56 minucie po jednej z takich kontr w sytuacji sam na sam znalazł się Piotr Tylka. Niestety, w decydującym momencie, napastnik żółto-czarnych nie trafił czysto w piłkę.

Unia atakowała pozycyjnie. Kilkukrotnie zakotłowało się pod bramką Guździoła. W 59 minucie golkiper Piasta obronną ręką wyszedł z sytuacji sam na sam z napastnikiem gości. Wydawało się, że Unia gra cierpliwie. Piłka krążyła od nogi do nogi, z lewej strony boiska na prawą. Piłkarze Piasta jednak mądrze się bronili, a kontrataki coraz częściej i coraz bardziej pachniały bramką. W 61 minucie Tylka ponownie stanął przed szansą otwarcia wyniku tego spotkania. Magusiak urwał się obrońcom z Barda i popędził samotnie na bramkę Gembary. Kiedy znalazł się tuż przed polem karnym i zauważył przed sobą bramkarza gości, zagrał piłkę w poprzek pola karnego do nadbiegającego Tylki. Niestety to nie był dzień wychowanka Lechii Dzierżoniów. Piłka po strzale napastnika Piasta ponownie o włos minęła bramkę Unii. Przez trybuny przetoczył się jęk zawodu. Jednak już po chwili zamienił się on w okrzyk tryumfu. Właśnie mijała 70 minuta. Wpuszczony na boisko w przerwie meczu Michał Szewczyk otrzymał dokładne podanie z głębi pola. Przebojowy pomocnik Piasta przedarł się przez linię defensywy Unii i płaskim strzałem pokonał bezradnego Gembarę. Jak się później okazało, gol Szewczyka był jedynym w sobotniej potyczce i zapewnił wrocławskiej drużynie bezcenne trzy punkty. Warto podkreślić, że to już drugi raz w tej rundzie, kiedy to popularny "Szefo" zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.

Zanim jednak sędzia gwizdnął po raz ostatni, kibice przeżyli sporo emocji. Unia po stracie bramki zaatakowała wściekle. Kilkukrotnie goście mogli doprowadzić do wyrównania, jednak za każdym razem, albo brakowało im skuteczności, albo na wysokości zadania stawał świetny tego dnia Bartłomiej Guździoł.

Piast również mógł, a nawet powinien zdobyć kolejne gole. W ostatnich minutach spotkania Magusiak dwukrotnie znalazł się w sytuacji sam na sam z Gembarą. Niestety, snajper z Osinieckiej przegrał oba te pojedynki. Do ostatniej sekundy doliczonego czasu gry kibice drżeli o wynik, kiedy jednak arbiter z Jeleniej Góry gwizdnął po raz ostatni, w obozie Piasta nastąpiła eksplozja radości.

Piast zgromadził więc komplet punktów opuszczając kosztem Polonii Trzebnica strefę spadkową IV ligi. Tegoroczne rozgrywki są jednak strasznie wyrównane. Właściwie nie ma zespołu, który w danym spotkaniu byłby murowanym faworytem do zwycięstwa. Żadna z ekip nie odstaje od stawki, ani w jedną, a ni w drugą stronę. Świadczyć o tym mogą wyniki dwóch ostatnich kolejek ligowych.

Za tydzień do Wrocławia przyjedzie nieobliczalna Polonia Stal Świdnica. Najbliższy rywal Piasta zajmuje 9 miejsce w tabeli z dorobkiem o trzy punkty lepszym, niż ten zgromadzony przez podopiecznych Grabowskiego. Wygrana żółto-czarnych oznaczać będzie zamianę obu drużyn w tabeli. Spodziewać się więc należy zaciętego meczu.

Do składu Piasta powrócą już w pełni sił Myka, Kosztowniak i Samiec. Za kartki zawieszony zostanie natomiast Mateusz Magusiak. Bardzo prawdopodobne jednak, że szeregi wrocławskiego zespołu zasili jeszcze jeden nowy zawodnik. Jego doświadczenie z pewnością przełoży się na poczynania ofensywne zespołu z Osinieckiej. Szczegóły i personalia podane zostaną przez klub w tygodniu po dopełnieniu formalności związanych z rejestracją zawodnika.

Wszystkich kibiców zapraszamy natomiast na najbliższe spotkanie z Polonią Stalą Świdnica. Mecz odbędzie się już w najbliższą sobotę o godz. 14.00. na stadionie przy ul. Osinieckiej 9. Bądźcie tam z nami!!!    

 

autor Konrad Strzelecki