Wiwa PIAST! Koncert gry Wrocławian

Piłkarze Piasta Żerniki nie pozostawili złudzeń drużynie Wiwy Goszcz, wygrywając pewnie przed własną publicznością 2:0. Zespół prowadzony przez trenera Grabowskiego rozegrał najlepsze zawody w sezonie, dominując na boisku przez całe spotkanie. Gdyby skuteczność żółto - czarnych była choć trochę wyższa, Wiwa wyjechałaby z Wrocławia z dużo cięższym bagażem straconych bramek.
Sobotnie spotkanie miało pokazać faktyczną siłę zespołu z Osinieckiej. Pomimo kontuzji Ludwiczaka i Szlugi, trener Grabowski miał do dyspozycji wszystkich swoich podstawowych zawodników. Tym razem opiekun wrocławskiego zespołu zdecydował się na ustawienie 4-5-1 z wysuniętym na szpicy Piotrem Tylką.
I to właśnie wychowanek Lechii Dzierżoniów już w 5 minucie spotkania otworzył wynik meczu. Strzał Maćka Kowalczyka bramkarz Wiwy jakimś jeszcze cudem odbił, ale kiedy doświadczony napastnik Piasta dograł odbitą piłkę do Tylki, nic nie mogło uchronić Wiwy od utraty pierwszej bramki.
Od samego początku sobotnich zawodów Piast dominował w niemal każdym elemencie gry. Gospodarze długo operowali piłką w środku pola, by we właściwym momencie przyśpieszyć i zadać przeciwnikowi kolejne ciosy. Trudno zliczyć, ile sytuacji stuprocentowych powinno jeszcze przed przerwą zostać zamienionych na bramki. Finalnie bramkarza Wiwy udało się pokonać Wrocławianom jeszcze tylko raz. W 32 minucie dokładne dośrodkowanie z rzutu wolnego Magusiaka na bramkę zamienił Maciej Kowalczyk, dla którego było to już trzecie trafienie w barwach Piasta.
Trudno napisać cokolwiek o postawie Wiwy, ponieważ goście praktycznie nie uczestniczyli w grze. Ani nie atakowali, ani nie próbowali utrzymać się dłużej przy piłce. Trudno nawet powiedzieć, że przeszkadzali specjalnie w grze gospodarzom. Pierwszą groźną sytuację Wiwa stworzyła dopiero w 45 minucie, kiedy to napastnik z Goszcza głową mógł zdobyć kontaktowego gola. Zanim jednak to nastąpiło, obrona Piasta nie dopuściła przeciwników do choćby jednego strzału na bramkę Guździoła. Rewelacyjnie spisywała się cała czwórka obrońców. Zarówno Makar, jak i Głęboki, byli tego dnia nie do przejścia dla skrzydłowych z Goszcza. Pomiędzy nimi natomiast rozciągał się mur wybudowany z Grabowskiego i Samca. Obaj stoperzy radzili sobie doskonale, i to zarówno w poczynaniach defensywnych, jak i w ofensywie.
Adam Samiec kilkukrotnie pokazał swoim młodszym kolegom, jak wyglądają krosy na najwyższym poziomie. Po jego podaniach piłka szybowała grubo ponad siedemdziesiąt metrów, po czym siadała "na nosie" temu, do kogo była zaadresowana. Ręce same składały się do oklasków, kiedy Samiec krosem wypuszczał w bój Kowalczyka, Szewczyka, czy Tylkę. Wszyscy ci zawodnicy mogli z kapitana wrocławskiej ekipy zrobić pierwszego asystenta meczu, a najbliżej był w 41 minucie Kowalczyk. Napastnik Piasta, po jednym z dalekich zagrań Samca znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem przyjezdnych. Niestety, kiedy były król strzelców I ligi minął już golkipera Wiwy, piłka po jego strzale wylądowała na słupku goszczańskiej bramki. Była ona zresztą obijana z każdej możliwej strony częściej. W 35 minucie drugi ze stoperów Piasta, Mateusz Grabowski, pozazdroszcząc swojemu doświadczonemu koledze, chciał również zabłysnąć w ofensywie. Po dokładnym dośrodkowaniu z rzutu rożnego Magusiaka Grabowski z całym impetem uderzył w poprzeczkę. Młody wychowanek Ślęzy miał okazję do zdobycia swojej trzeciej ligowej bramki również w drugiej połowie, jednak jego kolejny strzał głową padł wtedy łupem bramkarza Wiwy.
Klasę samą dla siebie stanowiła formacja pomocy żółto-czarnych. Na pozycji numer sześć najlepsze zawody w sezonie rozegrał młodziutki Kuba Mikuś. Gdyby prowadzone był szczegółowe statystyki spotkania mogłoby się okazać, że dokładność podań wychowanka Śląska Wrocław oscylowałaby w granicach 100 %. A może nawet przekroczyłaby tą cyfrę:-)
Ofensywny kwartet pomocników Piasta zostanie zapamiętany przez zawodników z Goszcza jeszcze przez długi czas. Piłka rozgrywana w trójkącie Kowalczyk-Magusiak-Pikulicki zdawała się być sterowaną poprzez play-station. Łatwość i swoboda z jaką operowali futbolówką pomocnicy Piasta zadziwiała, a jednocześnie wprowadzała we frustrację ławkę rezerwowych przyjezdnych. Dość wspomnieć, że w przerwie meczu, doskonały szkoleniowiec Wiwy Józef Klepak wykorzystał na raz wszystkie swoje możliwe zmiany.
Nie wpłynęło to jednak na obraz gry. W drugiej połowie to wciąż gospodarze rządzili i dzielili. Świetne zawody rozgrywał Szewczyk, nie ustępował mu Tylka. Obaj sprinterzy Piasta raz po raz dziurawili obronę Wiwy. Niestety, w dalszym ciągu brakowało skuteczności. 
W obliczu bezdyskusyjnej przewagi Piasta, trener Wrocławian zdecydował się na zmiany. Na boisku pojawili się kolejno Kosztowniak, Myka, Barański, Korkosz i Fetkovych. Wszyscy zmiennicy stanęli na wysokości zadania, a jakość gry nie spadła nawet o włos.
Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 2:0, ale co ciekawe, najgorszym detalem sobotniego popołudnia był sam wynik. Dwubramkowa porażka Wiwy mogłaby świadczyć o wyrównanych zawodach. Nic bardziej mylnego. Sobotnie zawody zdominowane zostały totalnie przez podopiecznych Pawła Grabowskiego.
Wygląda na to, że w mozolnie budowanej maszynie z Osinieckiej wreszcie dotarły się ostatnie trybiki. Aż żal, że za tydzień odbędzie się ostatnia kolejka ligowa, ponieważ jest niemal pewnym, że gdyby dziś ruszała dopiero Sport-Track IV Liga, Piast miałby spore szanse grać o inne cele, niż tylko o utrzymanie.
Bardzo dobrze jednak się składa, że ostatni mecz piłkarze Piasta rozegrają na Oporowskiej ze Śląskiem Wrocław. Ostatni rywale żółto-czarnych celują w tym roku w awans do III ligi, dlatego potyczka w lokalnych derbach będzie najlepszym sprawdzianem dla działaczy Piasta, czy zespół dojrzał, i czy strategia jego rozwoju idzie w dobrym kierunku.
Dla wielu piłkarzy Piasta, pojedynek z faworyzowanym Śląskiem będzie miał dodatkowe znaczenie. Kowalczyk, Kosztowniak, Pikulicki, Mikuś, Samiec i inni, przywdziewali swego czasu koszulki najbardziej utytułowanego klubu naszego województwa. Nie jest też tajemnicą, że Śląskowi wszyscy kibicujemy, jednak w sobotniej konfrontacji nie będzie taryfy ulgowej, a mieszanka młodości i rutyny z Osinieckiej, pojedzie na Oporowską, aby zdobyć tam komplet punktów i udanie zakończyć jesień.
Wszystkich kibiców serdecznie zapraszamy 18 listopada, na godz. 14.00 na stadion przy ul. Oporowskiej we Wrocławiu, gdzie rozegrane zostaną jedyne prawdziwe derby dolnośląskiej IV ligi pomiędzy Śląskiem II Wrocław, a Piastem Żerniki. Emocje gwarantowane.